sobota, 6 września 2014

Dlaczego Hiszpania? Poszukiwania rodziny.

   Wiedziałam, że chcę COŚ zrobić w te wakacje. Najlepiej wyjechać jako au pair, do UK by podszkolić język. Tylko kto mnie zechce? Bez doświadczenia, ledwo skończone 18 lat a konkurencja duża, zresztą rok temu próbowałam i nic nie wyszło. Wczesną wiosną lub późną zimą zachorowałam, wróciłam z paskudnego Lublina do domu i czytałam przy grzejniku blogi dziewczyn, które wyjeżdżają do Stanów. W stanie niemożności nauki postanowiłam wejść na stronę aupair-world.net i założyć swój profil. Uzupełniłam luki, jak to bardzo uwielbiam dzieci, jaka wspaniała jestem, dodałam państwa które biorę pod uwagę. Jak napisałam wyżej, liczyły się dla mnie tylko kraje anglojęzyczne, bo w innym języku porozumieć się nie mogę. Wysyłałam zgłoszenia do WSZYSTKICH rodzin, 5 dzieci, 12h dziennie, sprzątanie domu, ja spoko. Na prawdę chciałam wyjechać. Odezwał się jedynie samotny ojciec spod Londynu, którego jedenastoletnią córką miałabym opiekować się w weekendy, bo chodzi do szkoły z internatem a on sam potrzebuje kogoś, kto "zaopiekuje się jego domem". Nie. Nawet jeżeli zdecydowałabym się, moi rodzice dostaliby poważnych powikłań z powodu zdecydowanego nadmiaru stresu i strachu. Sto zgłoszeń wysłanych później, dostałam olśnienia. Czytałam kiedyś bloga Gosi, która była w okolicach Barcelony i porozumiewała się językiem angielskim z rodziną.  Dodałam Hiszpanię do krajów, którymi jestem zainteresowana, zaczęłam wysyłać wiadomości i...otrzymałam odpowiedź pozytywną. 

   Napisałam podniecona pierwsza mejla, odpowiedź dostałam od razu. "Do rodziny z profilu aupair-world znaleźliśmy już au pair, szukam na mojej sister in low. Dzieci 4 i 6, jesteś dalej zainteresowana?" No raczej! Na następną odpowiedz czekałam dwa długie dni. Zaznaczyłam, że po hiszpańsku nie umiem powiedzieć NIC poza Hola!. Dostałam zdjęcia i więcej informacji, potem umawianie się na skajpa, kolejne trzy dni oczekiwania na odpowiedź. W tym czasie pochwaliłam się mojej siostrze, która dodała mi otuchy, kiedy czekając tydzień (!) na wiadomość w sprawie rozmowy traciłam nadzieję. W końcu trzeciego maja dostałam odpowiedź, że dzisiaj o 19 będą dostępni. Dobrze pamiętam ten dzień. Mój dziadzio trafił do szpitala, przed byłam na wyjątkowo nieudanych urodzinach, powiedziałam o swoich planach mamie. Bardzo stresowałam się przed rozmową, bo z nadmiaru emocji nie miałam czasu na przygotowanie się. Na blogach au pairs są zakładki "Jakie pytania zadają host families". Spodziewałam się godzinnej rozmowy. Odebrałam, na ekranie w wyjątkowo złej jakości ukazały mi się dwie uśmiechnięte twarze po bokach Eleny (ona pośredniczyła) a nad nimi kolejne moich przyszłych host rodziców. Po pytaniu o moją szkołę, prawo jazdy, rozmowie o pogodzie Elena powiedziała, że mogę kupić bilety. Po 15 minutach rozmowy i może 15 krótkich wiadomościach. Na odpowiedź "ok" czekała dwie sekundy. W czasie tych dwóch sekund na początku będąc w szoku zesztywniałam, zamarłam na krześle. Następnie pomyślałam YOLO, jadę. Po rozmowie pobiegłam do mamy i postawiłam ją przed faktem dokonanym. Potem powiedziałam tacie. Spodziewałam się reakcji "a po co Ci to" tymczasem przyjęli to jak informację z telekspresu, po prostu zaakceptowali. 

   W najbliższych tygodniach oswajałam z tą wiadomością moich znajomych i samą siebie. W chwili mojego "ok" nie wiedziałam nawet, czy będę miała własny pokój, w jakich godzinach będę pracować, nic. YOLO


2 komentarze:

  1. Yolo!
    Blog zapowiada się super, dziękuje pani za rekomendację. Powodzenia w klasie maturalnej i trzymaj się tam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmm zapowiada się interesująco, będę czytać!

    Masz wiele możliwości, to tylko 8 miesiecy zawsze potem mozesz wyjechac na studia do Hiszpanii albo chociaz na erasmusa! Ja chyba jestem bardziej typem domatorki i zawsze ciagnie mnie do rodziny i najblizszych przyjaciol! ;)

    OdpowiedzUsuń