piątek, 21 listopada 2014

Viva San Esteban! Fiestas de Arguedas.

    Każda miejscowość, większa lub mniejsza ma swoje święto. W sierpniu ośmiodniowa (!!!) impreza rozpoczęła się 10 minut od Tudeli, w Arguedas. Pojechałam na rozpoczęcie, gdzie spotkałam się z Elliską i przez 3 godziny tańczyłyśmy, oblewałyśmy się winem na ulicach. Chyba nigdy tak nie śmierdziałam. Wino palone w słońcu, nie polecam. Oprócz muzyki dla uczestników zapewnione było wino wożone w wielkich beczkach (do tej pory nie wiem, kto to sponsoruje :D), którym to dostałam x^2 razy. 


WINO




   Drugi raz pojechałam już na całą noc. Z imprezy w Tudeli wróciłam około 6:30 rano, z tym, że zaczęłam jąokoło 22. Tutaj pojechałam autobusem około 18 by zdążyć na kolejny po 19 do miejsca docelowego. W między czasie skontaktowałam się z Eleną, która również wybierała się do Arguedas. Zaczęłyśmy umawiać się przez telefon, że ma mnie odebrać ze stacji i miałyśmy się udać do jej mieszkania na kolację. Oczywiście w między czasie, zgodnie z prawem Murphiego mój telefon odmówił posłuszeństwa (tutaj muszę zaznaczyć, że zawodził mnie już nie raz, nie dwa w sytuacjach kiedy to bardzo go potrzebowałam). Czekałam na autobus, ale co jeśli Elena przyjechałaby na stację? Nie umówilam się ostatecznie z Elli co do godziny mojego przyjazdu a nie miałam nawet jak sęz nią skontaktować, o pomocy ludzi mogłam pomarzyć (język!!!). Po 20 minutach mojego zdesperowania i próby wskrzeszenia telefonu Elena przyjechała, udałyśmy się do jej domu, pogadałyśmy no i w drogę! Tego wieczoru ludzie mieli obiad na głównym placu w miasteczku. My przez około dwie godziny rozmawiałyśmy głównie o podobieństwach w naszej kulturze, historii, polityce, obgadywaliśmy Hiszpanów. Miło było porozmawiać z kimś, kto jest w takiej samej sytuacji. Potem przyszedł czas na koncert. Zespół na początku śpiewał hiszpańskie hity lat 80, potem latin electro. Następnie do 7 rano od baru do baru bawiłam się, piłam gin z tonikiem. O 8 rano rozpoczynał się bieg byków, którego rozpoczęcie poprzedzał taniec z orkiestrą. Elisska była dosyć pijana i nie chciała puścić mnie na przystanek,  którego o 8:30 odjeżdżał autobus do Tudeli, skąd miał odebrać mnie Eduardo, mój host dad :D. Poznałam też dwóch rumuńskich kolegów, którzy bardzo dobrze się bawili słuchając mojego hiszpańskiego. Tego dnia telefon kolejny raz postanowił sobie ze mnie zażartować. Uruchomiłam go w którymś momencie i przeszedł na godzinę 00:00. Gdy wróciłam do domu zasunęłam żaluzje, zamknęłam okno i poszłam spać. Obudziłam się i usłyszłałam głosy dzieci, sprawdziłam godzinę i się przeraziłam-czulam się fatalnie, było mi duszno i żyłam w świadomości, że spałam 3 godziny i nie mogłam więcej spać. Po czasie rodzina pojechała na basen i sprawdziłam w kuchni, że spałam około 9 godzin! Następny dzień został mi wyrwany z życiorysu. 



Właśnie pada śnieg z deszczem. Tęsknię za słońcem!

AKTUALIZACJA ZDJĘĆ:






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz