wtorek, 4 listopada 2014

Viva Santa Ana! Fiestas de Tudela

   Po powrocie z Pamplony, skąd wróciłam nienasycona czekałam na fiestę w moim mieście. Byłam bardzo ciekawa jakie są różnice między główną imprezą a lokalną. Nie wiem na jakiej zasadzie działa kalendarz imprez w Navarrze, są to chyba stałe daty niezależne od dnia tygodnia. W tym czasie lokalne sklepy nie działają, zdecydowana większość korzysta z dni wolnych. Mój i tak dosyć ruchliwy plan dnia kompletnie się rozregulował. Mnóstwo czasu spędałam z rodziną, czasem moja praca polegała na pomocy przy przygotowaniu dzieci ewentualnie zabieranie na basen gdy rodzice odpoczywali po ciężkej nocy. Pamiętam słowa Eleny, która z natury jest bardzo rodzinną osobą, że w Tudeli przeżyję to samo co w Pamplonie tylko w mniejszym wymiarze z ludźmi których znam. Miała rację. 
   Cała impreza rozpoczęła się w czwartek cohete czyli wystrzałem z siedziby władz miasta fajerwerek jako znak rozpoczynającej się zabawy. Pojechałam razem z Silvią i dziećmi do miasta, tutaj muszę wspomnieć o parkowaniu równoległym które wszyscy moi znajomi Hiszpanie rozpracowują bez jakiegokolwiek problemu. Wychodziłam z podziwu, dla mnie jest to niemożliwe by wjechać w jedno miejsce parkingowe! Tutaj w bardzo zatłoczony dzień podbijaliśmy do samego centrum gdzie po jakiś 10 minutach znaleźliśmy miejsce parkingowe. Po wystrzale tłum zgromadzony na placu szaleje i polewa się winem, szampanem, Następnie możemy założyc nasze chusty panuelo i iść ulicami  w rytmie orkiestry, wciąż polewając się winem i czekając na wodę wylewaną z balkonów przez mieszkańców. Byłam z dziećmi więc nie podążałam za orkiestrą. Zostałam biernym gapiem, przez pół godziny bardzo dobrze bawiłam się słuchając wrzasków i muzyki. Potem plątaliśmy się we czwórkę po moich ulubionych uliczkach w ręku z winem lub piwem. Gdy patrzę na zdjęcia przypominam sobie mój początkowy stres, gdy przeciskalismy się z Leyre przez ludzi. Tutaj też wychodzi, dlaczego Hiszpanie to tacy imprezowicze, jeżeli daje się taki przykład dzieciom haha ;D. Po dwóch godzinach wróciliśmy zmęczni i głodni do domu. Po jedzeniu obowiązkowa siesta. Nie znałam planu (po pewnym czasie to słowo zniknęło z mojego słowika) dni, po prostu przyjmowałam do wiadomości to, co powiedzieli mi ludzie wokół mnie. Wieczorem wyszliśmy znowu, tym razem dołączył do nas Eduardo i zjedliśmy kolację na mieście razem z przyjaciółmi. O godzinie 23 razem z gromadą dzieci odwiedziliśmy park rozrywki, o 24 udaliśmy się na główny plac gdzie ludzie z ulicy tańczyli do granej na żywo hiszpańskiej muzyki. W jednej z piosenek dołączyłam i tańczyłam (biegłam) razem z Naroą. Tutaj też doświadczyłam dramatu. Ktoś nadepnął mi na buta, ja pociągnęłam i moje najwygodniejsze buty się popsuły. Byłam BARDZO zła. Kupiłam je w Warszawie na kilka dni przed wyjazdem z zamiarem donoszenia ich przez najbliższy rok. Oczywiście wszystkie usługi nie usługiwały, bo miały wolne więc do szewca udałam się tydzień później. 



Sylwia i Silvia, host mama  :)



video
Uroczyste rozpoczęcie fiesty a następnie pochód ulicami.


video
Przejście uliczkami. Gdy przyjechaliśmy po południu miasto śmierdziało winem, spotkaliśmy pijanych ale szczęśliwych sąsiadów.


video
Dzieci w euforii. Ta energia na zmianę wprawiała mnie w stan szczęścia lub  rozwścieczenia:).


video
Taniec przed północą na głównym placu z muzyką na żywo. Za kilka chwil miała stać się moja osobista, z powodu butów rozpacz.

   Umówiłam się z rodzicami, że oni wyjdą w piątek na noc ja w sobotę. Była to moja pierwsza całonocna opieka. Było w porządku. Razem zrobiliśmy pizzę, o 23 udaliśmy się do punktu, gdzie widać było sztuczne ognie wystrzeliwane codziennie nad rzeką Ebro, następnie pozwoliłam oglądać telewizję do 24 (tutaj próbowali mi wmówić, że skończą oglądać, gdy wrócą rodzice). Pablo oznajmił, że jest bardzo wystraszony, zostawiłam zapalone światło i poszedł spać. Obudziłam się pukaniem do moich drzwi o godzinie 7. Pytal, gdzie są rodzice plus on już nie chce spać. Zeszłam z nim półżywa na dół i włączyłam tv. Pół godziny później wrócili rozweseleni i śmierdzący rodzice :). Poszłam z dziećmi na prawie pusty basen i miałam bardzo nieprzyjemną sytuację z dziewczynką, która robila tego dnia wszystko na przekór. Na koniec zabrała z mojego plecaka karty na basen, nie chciała oddać i musiałam siłą je wyrywać. Przez 20 minut krzyczała,płakała, próbowała się ze mną siłować. W tym momencie zadzwoniła Silvia z pytaniem, gdzie jesteśmy. Poprosiłam by ktos przyjechał, bo ja po prostu nie mam siły. Byłam bardzo zezłoszczona i zadowolona, że teraz dzieci schodzą z mojej opieki. Dzieci po rozmowie  z rodzicami na kacu, którym nic sięnie chciało  robić lekcji wychwawczej przeprosiły mnie. Wiedziałam, że nic tego zachowania nie zmieni dlatego  nadal byłam wkurzona,miałam jednak w głowie nadchodzącą noc co bardzo poprawiało mój humor. A noc była piękna. Rozpoczęłam kolacją z rodziną, potem spotkałam Elenę, która przedstawiła mnie kolejnym osobom, wszyscy oczywiście wciskali mi alkohol. Po kolacji z rodziną spotkałam się Naroą i jej dwiema koleżankami, z którymi beztrosko chodziłyśmy od baru do klubu (większość punktów  z alkoholem znajduje się na zwentąrz, więc tańczyliśmy pod gwiazdami) do 7 rano,  kiedy to zaczęłam usypiać na parkiecie więc zadzwoniłam po host tatę (śmiesznie mi jest to pisać,nigdy tak moich host rodziców :D nie nazywałam). Eduardo  odebrałam mnie z ronda a ja po powrocie do łóżka spałam do 17.

Zaczynamy!

Jedyne jakie mam, Naroa   z koleżanką :D.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz