poniedziałek, 22 grudnia 2014

Ostatnie dni w Hiszpanii.

   Próbuję przypomnieć sobie moje ostatnie dni  Hiszpanii i to, co działo się w mojej głowie. Oczywiście nie chciałam opuszczać tak pięknej ziemi, słońca, znajomych ale byłam zmęczona mieszkaniem w małej miejscowości, rozpieszczonymi dziećmi, brakiem  jakiejś głębszej komunikacji z ludźmi. W ciągu dwóch miesięcy i dwóch dni miałam jeden dzień tęsknoty, sporo płakałam ale świadomośc, że mam czas do września przypominała o korzystaniu z dni.
   Pobyt w Cambrills mnie męczył i chciałam wracać do mojej miejscowości by pożegnać się ze wszystkimi i wszystkim, porobić ostatnie zdjęcia. W sobotę wróciłam z Cambrills a w środę (czy czwartek?!) miałam lecieć. Tego dnia natłok myśli i odczuć dał się we znaki i moja frustracja niemożności pełnego porozumienia się z Hiszpanami sięgnęła punktu maksymalnego. Dzień wcześniej w rozmawiałam z Eleną, jedną z najbliższych mi osób tutaj (to ona mnie wybrała na przyszłą au pair, pomagała, mogłam się do niej zwrócić z każdym problemem), planując spotkanie następnego dnia. Nie umówiłyśmy się na konkretną godzinę, po prostu do spotkania miało dojść. Normalnie zawsze planuję wszystko jednak moja czujność została uśpiona przez nieznajomość liczb na tarczy zegara osób z mojego otoczenia i wszechobecnego "jakoś to będzie". Założyłam, że do spotkania po prostu dojdzie. Rozpakowywałam się i moi host rodzice powiedzieli, że idą do dziadków i czy chcę iść z nimi. Zapytałam się, czy będzie szansa na skajpa. W odpowiedzi dostałam oświadczenie, że rodzice żony brata mojej host mamy przychodzą w odwiedziny-czyli, nie wypada?-pomyślałam i zostałam w domu. Zaczęłam się pakować, zbliżała się pora kolacji, rodzina wróciła. Okazała się, że była tam też Elena, która nie powiadomiła mnie o swojej obecności, bo myślała że śpię/jestem zmęczona po podróży i nie chce mnie budzić. Ręce mi opadły. Oczywiście winiłam siebie, mogłam sama dopilnować, by spotkanie doszło do skutku. Na prawdę zależało mi na pożegnaniu i podziękowaniu. Następnego dnia mieliśmy jechać na kolejną fiestę do miejscowości, której nazwy nie pamiętam. Cieszyłam się, bo miał to być mój ostatni raz. Mieliśmy jechać, kolejny raz o bliżej nieokreślonej godzinie. Wyszło tak, że miałam 5 minut na przygotowanie się i wskoczenie do auta. Te dwa dni trochę mnie zawiodły i nawet cieszyłam się na powrót do Polski.
A potem przyszedł poniedziałek. Chciałam spędzić ostatnie chwile z dziećmi, rodziną, przyjaciółmi. We wtorek po pracy pojechałam na zakupy i  ostatni spacer po ulicach i uliczkach Tudeli. Przypominałam sobie moje pierwsze chwile, uczucia, emocje. Wysiadłam na przystanku w mojej miejscowości i czułam, że idę w gorącej zupie. Mimo wszystko nie narzekałam, bo miałam w głowie polskie temperatury.
   Postanowiłam, że nie będę płakać. Ja, Sylwia, przyjechałam pod koniec czerwca początkowo jako atrakcja w kilkusetnej wsi całkowicie się zaklimatyzowałam i zostałam bardzo ciepło przyjęta. Teraz, pod koniec sierpnia miałam wrócić tam, skąd przyleciałam. Ostatniego dnia rano, jak zwykle przygotowałam śniadanie i weszłam na górę po Leyre, która miała problem ze wstawaniem. W tym momencie miała miejsce niezwykła rozmowa, przeprowadzona w całości w Present English o konieczności mojego powrotu. Sukces edukacyjny osiągnięty! Po ostatnim obiedzie u mojej host babci, Silvia zabrała dzieci do sklepu a ja miałam dokończyć pakowanie. Całą drogę do domu ryczałam.  Poszłam na basen,  końcu miałam iść pożegnać się z dziewczynami. Gdy odchodziłam z plecakiem czarnowłosy czterolatek, który miał na moim punkcie bzika złapał mnie za rękę i upewniał się, czy jeszcze się zobaczymy. Iker gdy tylko mnie zobaczył biegł do mnie, dawał mi całusa i dosłownie skakał wokół mnie. Na kolacji pojawiła się dodatkowa ósemka adorujących mnie dzieci, która postanowiła zrobić mi niespodziankę. Przyszła też Natalia, przyjaciółka moja i rodziny.

    W stronę słońca!

     Widok z okna.

   Jeden z obrazków, który dostałam od Leyre. Ten od Pablo bardzo dużo dla mnie znaczy, wsunął mi go przez szparę w drzwiach, bo był zbyt zmieszany by wręczyć osobiście. 

czwartek, 18 grudnia 2014

Sitges!

   Podczas tygodniowego, nudnego pobytu dzięki pogodzie dalekiej od ideału udaliśmy się do Sitges. Od razu skojarzyłam tą miejscowość z Gosią, która była au pair w tym miejscu i dzięki której dodałam Hiszpanię do możliwości wylotu. Niestety nie zostałam na noc. Mimo wszystko była to miła odmiana podczas mało ekscytujących rodzinnych wakacji.






piątek, 12 grudnia 2014

Wakacje na wakacjach, Madryt i Cambrills część II.

   Dwadzieścia minut przed planowanym odjazdem wpadłam na dworzec, na szczęście szybko przeszłam "odprawę" i rozsiadłam się w moim owianym zachwytami pociągu. Zamówiłam nawet po hiszpańsku jedzenie. Gdy wysiadłam poczułam różnicę w wilgotności powietrza w porównaniu do mojego rejonu, gdzie jest bardzo sucho. I tak czułam się dobrze, byłam podekscytowana morzem, które miałam za chwilę zobaczyć. Przejechaliśmy też przez Salou, miejsce, w którym Eliska spędzała swoje wakacje z rodziną.  Jest bardzo popularne wśród Niemców i Francuzów, w Cambrills obok hiszpańskiego słychać było równie często język rosyjski. Po 15 miutach szukania miejsca parkingowego znaleźliśmy miejsce, z balkonu pomachalam do Silvii, która powiadomiła Pablo o moim przyjeździe. Ten uradowany wybiegł i krzyknął "Helloł Sylwia". Nie widziałam się z nimi dwa dni, największa jak dotąd rozłąka. Otworzyłam drzwi i przyczepiły się do mnie dwie małe rozemocjonowane rzepy :). Zaczęły po mnie skakać, oprowadzać po wynajętym mieszkaniu. Moje serce w tym momencie było rozradowane, nie spodziewałam się TAKIEGO przywitania. Rodzice próbowali poskromić ich euforię, po pewnym czasie udało im się to i mogłam wziąć prysznic. Na kolacji zaczęłam opowiadać co robiłam, co widziałam. Powiedziałam też, że spałam 3 godziny i maszerowałam kolejnych 9 tego i poprzedniego dnia, więc jestem bardzo zmęczona i marzę o łóżku. Wyszłam jednak za namową zobaczyć okolicę. Nie szukałam wcześniej wiadomości o tej miejscowości, została mi przedstawiona jako kurort turystyczny i zobaczyłam to czego się spodziewałam. Średniej jakości hotele i pokoje, kiczowaty deptak, plaża zapełniona rodzinami. Szkoda, że nie mogłam zostać w Madrycie kilku dni dłużej. W tym momencie nie zdecydowałabym się na takie wakacje. Plan był następujący: codziennie wychodzimy na plażę, wracamy na lunch, siesta, wracamy na plażę. Pogoda trochę zawiodła, chociaż cały czas było duszno i gorąco, przez większość czasu byly też chmury i padał deszcz. I BARDZO DOBRZE, no bo ile można siedzieć na plaży?! Dzięki tej niezadowalającej pogodzie byłam też w Sitges. 






wtorek, 9 grudnia 2014

Wakacje na wakacjach, Madryt i Cambrills część I.

    Pod koniec czerwca zaczęły się moje szkolne wakacje, na dwa dni przed zakończeniem roku byłam już w Hiszpanii. Wakacje. Miałam najpiękniejsze lato w swojej osiemnastoletniej historii. Chciałam przeznaczyć jeden weekend na odwiedzenie Madrytu, umówiłam się wstępnie z Eliską, która miała w mieście kolegę, który mógł zapewnić nam nocleg. Super. W między czasie okazało się, że nie może ona jechać w weekend, w który się umówiłyśmy, ja nie mogłam następnego, bo wraz z rodziną miałąm jechać na wakacje do Katalonii. Już miałam rezerwować hostel w Madrycie lecz moi host rodzice bardzo obawiali się mojej samotnej podróży i w 15 minut Eduardo zdecydował, że z Madrytu pojadę pociągiem do Tarragony skąd odbiorą mnie dzień po ich przyjeździe. Byłam zadowolona z takiego rozwiązania, bo a) nie traciłam pieniędzy na nocleg b) miałam darmowego przewodnika :). 
   W sobotę wyjechałyśmy autobusem autobusem do Madrytu, z dworca odebrał nas niebieski, śmierdzący fajkami jaguar. Miło było po dniach na przedmieściach 30 tysięcznego miasteczka oglądać zza okna ulice stolicy 48 milionowego państwa. Na początku byłam trochę zdenerwowana, bo moi towarzysze rozmawiali po hiszpańsku. Po zdecydowanej interwencji zmienili na stałe język na angielski. Całe popołudnie zwiedzaliśmy turystyczne punkty, potem w ramach oszczędności nie wyszliśmy na miasto, kupiliśmy rum i spędziliśmy bardzo przyjemny wieczór. Eliska już o 11 jechała do domu, my udaliśmy się w inną część Madrytu na dalsze zwiedzanie. Zdjęć mam tradycyjnie mało, bo fotograf ze mnie żaden, jeżeli będę chciała przypomnieć sobie ulice Madrytu, wygoogluję to :D. 

Nie wiem o co chodzi, ale zrobię sobie zdjęcie, bo dużo osób robi.



Pablo był fanem komunizmu.

To był też ostatni raz, kiedy widziałam się z Eliską, bo gdy ja wracałam z wakacji, ona wyjeżdżała. Ja zachwycałam się krecikiem jeszcze przed wyjazdem, pokazała mi swój prezent dla dzieci, które nie były z niego zadowolone. Postanowiła mnie uszczęśliwić i zabrała niewdzięcznym dzieciom. Teraz śpi razem ze mną.


wtorek, 2 grudnia 2014

Au Pair w Hiszpanii.

   
    Dlaczego Hiszpania?

  • Dlaczego nie? Nigdy tam nie byłam, nawet nie znałam żadnego Hiszpana. Moja wiedza o tym kraju ograniczała się do znajomości powtarzanych stereotypów i relacji osób, które odwiedzały turystyczne kurorty. Była to okazja do poznania nowej kultury, obcowania z totalnie dla mnie nowym sposobem bycia.
  • Język hiszpański. Nigdy nie byłam jego fanką, nie podobało mi się.. Teraz mam w planach intensywną nauką zaraz po maturze. Bardzo szybko łapie się podstawy, oczywiście im lepiej umiemy w chwili przyjazdu tym więcej wyniesiemy. 
  • Pogoda. Mamy pewne lato, łagodną zimę. Fani ciepła będą zachwyceni.
  • Obowiązki i rodzina. Zdecydowanie nie jest to reguła, bo na słabych hostów możemy trafić zarówno w Hiszpanii jak i w UK, ale wszystkie au pair które poznałam w Hiszpanii były zadowolone ze swoich rodzin. Przeglądając oferty rodzin na aupairworld zauważyłam, a można to wyczytać między wierszami, że rodziny w Holandii, Niemczech czy UK szukają taniej siły roboczej zaś te z Hiszpanii skupiają się na dzieciach. Tak jak napisałam to zdecydowanie nie jest reguła ale prawdopodobieństwo złego doświadczenia na Półwyspie Iberyjskim jest mniejsze.
  • Ludzie. Tutaj też nie możemy generalizować, ale osobiście spotkałam się z ogromną dawką serdeczności.
  • Imprezy. Zdecydowanie najlepsze jakie przeżyłam w moim krótkim życiu.
   Jeżeli ktoś poczuł się zachęcony to zapraszam do dalszej części postu. 

   Idea programu au pair, taka opisana na oficjalnych stronach agencji jest piękna i kolorowa. Moje doświadczenie jest bardzo pozytywne jednak ile au pair tyle historii mniej lub bardziej  kolorowych. Moim zdaniem au pair w Europie jest świetnym pomysłem na doświadczenie czegoś nowego a jeżeli planujemy w przyszłości wyjazd do Stanów na zasadach programu możemy się sprawdzić i zdobyć cenne referencje. Podaję link do postu, w którym dziewczyna spędzająca po raz drugi wakacje w Hiszpanii nie miała dobrego doświadczenia.
   
   W jaki sposób szukać rodziny? Zdecydowanie polecam strony typu aupair-world.net z pominięciem pośrednika w postaci agencji.  Wydaje mi się to złudnym zabezpieczeniem. Bilet i tak kupujemy we własnym zakresie a jeżeli rodzina będzie nie taka, według relacji dziewczyn na blogach (nie pamiętam, których, trochę ich przeczytałam) jesteśmy zdani sami na siebie. W dodatku agencje często wywierają presję, by zgodzić się na proponowane rodziny choć nie zawsze nam odpowiadają. I kosztują. Podaję link do bloga dziewczyny, której post przekonał mnie do szukania rodziny na własną rękę oraz post z historią bez happy endu w Norwegii, oraz au pair w Anglii, która wróciła po tygodniu, obie wyjechały bez agnecji. 

   Na koniec polecam bloga dziewczyny, która też wyjechała w wakacje do Hiszpanii. Już go nie prowadzi ale robiła to regularnie gdy była na miejscu.

Miejsce pracy :)