piątek, 12 grudnia 2014

Wakacje na wakacjach, Madryt i Cambrills część II.

   Dwadzieścia minut przed planowanym odjazdem wpadłam na dworzec, na szczęście szybko przeszłam "odprawę" i rozsiadłam się w moim owianym zachwytami pociągu. Zamówiłam nawet po hiszpańsku jedzenie. Gdy wysiadłam poczułam różnicę w wilgotności powietrza w porównaniu do mojego rejonu, gdzie jest bardzo sucho. I tak czułam się dobrze, byłam podekscytowana morzem, które miałam za chwilę zobaczyć. Przejechaliśmy też przez Salou, miejsce, w którym Eliska spędzała swoje wakacje z rodziną.  Jest bardzo popularne wśród Niemców i Francuzów, w Cambrills obok hiszpańskiego słychać było równie często język rosyjski. Po 15 miutach szukania miejsca parkingowego znaleźliśmy miejsce, z balkonu pomachalam do Silvii, która powiadomiła Pablo o moim przyjeździe. Ten uradowany wybiegł i krzyknął "Helloł Sylwia". Nie widziałam się z nimi dwa dni, największa jak dotąd rozłąka. Otworzyłam drzwi i przyczepiły się do mnie dwie małe rozemocjonowane rzepy :). Zaczęły po mnie skakać, oprowadzać po wynajętym mieszkaniu. Moje serce w tym momencie było rozradowane, nie spodziewałam się TAKIEGO przywitania. Rodzice próbowali poskromić ich euforię, po pewnym czasie udało im się to i mogłam wziąć prysznic. Na kolacji zaczęłam opowiadać co robiłam, co widziałam. Powiedziałam też, że spałam 3 godziny i maszerowałam kolejnych 9 tego i poprzedniego dnia, więc jestem bardzo zmęczona i marzę o łóżku. Wyszłam jednak za namową zobaczyć okolicę. Nie szukałam wcześniej wiadomości o tej miejscowości, została mi przedstawiona jako kurort turystyczny i zobaczyłam to czego się spodziewałam. Średniej jakości hotele i pokoje, kiczowaty deptak, plaża zapełniona rodzinami. Szkoda, że nie mogłam zostać w Madrycie kilku dni dłużej. W tym momencie nie zdecydowałabym się na takie wakacje. Plan był następujący: codziennie wychodzimy na plażę, wracamy na lunch, siesta, wracamy na plażę. Pogoda trochę zawiodła, chociaż cały czas było duszno i gorąco, przez większość czasu byly też chmury i padał deszcz. I BARDZO DOBRZE, no bo ile można siedzieć na plaży?! Dzięki tej niezadowalającej pogodzie byłam też w Sitges. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz