piątek, 30 stycznia 2015

Match #1 i poranna ekscytacja.


Berlin, Vermont
Chłopcy 7, 4, 1

Wstaję rano, wchodzę na pocztę. Kurde, znowu jakiś spam w głównej! Po chwili przecieram oczy: A host family is interested in you! Wiadomość na fejsie do mojej siostry, Bartusia <3, wbiegłam też do kuchni oznajmić mojej koleżance, niestety zastałam drugą współlokatorkę która z przerażeniem w oczach zapytała, czy coś złego się nie stało :D. Spojrzałam też na lokalizację: Vermont, przedmieścia 8 tysięcznego miasta. Spieszyłam się do szkoły więc przeczytałam pobieżnie list a na lekcjach o niczym innym nie myślałam. No, może ekscytowałam się też trochę wyjściem do prosektorium. Chwilę potem dostałam telefon od mojej siostry która ostudziła moją ekscytację i zabroniła godzenia się na ewentualną propozycję wyjazdu haha. Jej najlepsza koleżanka au pair ze Stanów mieszkała w tym stanie i...wieje nudą. Wieje, zimno jest. Powiedziałam sobie, że mogę trafić na jakąś wieś tylko niech chociaż ciepło będzie! Mieszkałam w Hiszpanii na granicy z 30 tysięcznym miastem i było fajnie ale dwa miesiące. Elena, wspomniana au pair jeździła dużo na nartach i żyła od wyjazdu do wyjazdu. Ja nart nie lubię, to raz a dwa nastawiam się też na jakieś życie poza przedmieściami. 
Oczywiście porozmawiam z nimi, chociażby dla próby i ćwiczenia. List mają fajny, początek mejla bardzo słodki  You seem like a wonderful young woman with a great love for children. Hopefully we can set up a time to talk and get to know one another better. Praca 8-17, samochód na wyłączność.  

Zobaczymy :D

środa, 28 stycznia 2015

Stany, Hiszpania a może Londyn?

   Gdy rok temu śledziłam wszystkie blogi o tematyce au pair, bardzo ekscytowałam się opisywaniem procesu aplikacyjnego, byłam na bieżąco z matchami i żyłam razem z każdą wylatującą dziewczyną. Jednocześnie rozmyślałam jak to będzie kiedy przyjdzie moja kolej, moje pisanie listu i  robienie filmiku. Gdyby było to możliwe to najlepiej otworzyłabym room na 1,5 roku wcześniej xD. USA, USA, USA., au pair, au pair, au pair. Potem przyszła Hiszpania w której totalnie się zauroczyłam, przyszła też szkoła, klasa maturalna. I jest koniec stycznia, według moich planów za cztery miesiące powinnam siedzieć w samolocie do NYC. Tylko gdzie mój zapał?
   Mam dostępny room dla rodzin od około dwóch tygodni, do tej pory żadna rodzina się nie zgłosiła, a ja nie rozpaczam z tego powodu. Po pierwsze wiem, że nie ma co panikować, po drugie, no właśnie, wcale się teraz przy Stanach nie upieram. Wpływ miała na to procedura aplikacyjna którą na pewno opiszę, może to ona odebrała mi cały zeszłoroczny zapał? Chciałabym wyjechać jak najszybciej, najlepiej na początku czerwca. Mam zamiar wrócić na studia w Polsce, z tyłu głowy mam też Londyn ale po to biorę gap year by wszystko przemyśleć. Jeśli dodając travel month wróciłabym w lipcu to byłoby idealnie, mogłabym nawet wyjechać do Hiszpanii jako au pair albo gdzieś po konkretne pieniądze. To jest moje gdybanie i scenariusz który mam głowie ale wiem, że planować to ja mogę a po drodze może spotkać mnie wiele dobrego i złego, na co nie mam wpływu. Chcę, żeby tak się działo, przynajmniej nie będzie nudno.  
   Wracając do moich aktualnych założeń, to czekam na perfect match w Stanach do moich wakacji, wtedy też założę konto na aupair-world i będę szukać jednoczęsnie ofert w Hiszpanii. Obiecuję sobie, że nie oszaleję i nie będę rzucać się w czasie mojego dead line na rodzinę z piątką dzieci z Nebraski. Moja ciekawość zobaczenia USA jest duża ale nie będę robić niczego na siłę. Trzymam się ulubionej przeze mnie ostatnimi czasy zasady, żeby nie mieć wygórowanych oczekiwań a najlepiej nie posiadać ich wcale. Przynajmniej można się pozbyć paskudnego uczucia jakim jest  rozczarowanie.
   
Wczoraj znalazłam:


czwartek, 15 stycznia 2015

Au pair w Hiszpanii, podsumowanie.

   Zadziwiające jest, jak dużo czasu minęło od mojego powrotu z Hiszpanii a ja nadal potrafię ze szczegółami zdawać relację, godzinami opisywać zdjęcia i filmiki. Wkręciłam się też całkowicie w moją polską, szkolną rzeczywistość i czasami trudno mi uwierzyć w to, że te dwa miesiące były prawdziwe. Oczywiście te dobre chwile, których miałam pod dostatkiem z czasem coraz bardziej przykrywają te przykre i trudne. 
   Czy wróciłabym do mojej rodziny? Nie. Jeżeli ktoś miał okazję przeczytać poprzednie posty może być zdziwiony, bo nie ograniczałam moich zachwytów nad hostami, znajomymi, imprezami, pogodą. Dwa razy nie wchodzi się do tej samej wody/rzeki. Zachowanie ludzi się zmienia, moja rodzina miała też jedną nieprzyjemną sytuację w ostatnich miesiącach co znacznie mogło wpłynąć na sposób wychowania dzieci. Chociaż dostawałam ogromną ilość zaufania i miałam pełną wolność po pracy dużo czasu spędzałam z rodziną, bo a)mój hiszpański mnie ograniczał b)lubiłam swoją rodzinę :). Lokalizacja. Swoją wieś też lubiłam ale ile można? Jestem niesamowicie szczęśliwa, że miałam możliwość poznania kultury Navarry, niezwykle interesującej prowincji, byłam na corridzie i chodziłam z czerwoną chustą. Było fajnie, ale dwa miesiące były wystarczające. Chętnie poznałabym południe Hiszpanii. 
   Wylatując byłam przygotowana, uwierzcie na każdy scenariusz. Myślę, że też z powodu moich niskich oczekiwań zostałam tak bardzo pozytywnie zaskoczona. Naprawdę, dostałam więcej niż mogłabym się spodziewać.Stałam się jakieś 300% bardziej pewna swoich możliwości, jestem jeszcze bardziej śmiała. 


   Wyjeżdżając mamy pewne obawy: czy rodzina okaże się perfect? Czy bez agencji jest bezpiecznie? Jak poradzę sobie ze słabym językiem? A co, jeśli mi nie wyjdzie? Nic się nie stanie nawet, jeśli wyjazd będzie totalną klapą. Nie można zapomnieć o jakiś skrajnych, patologicznych przypadkach ale myślę, że jedną z opcji jest po prostu świadomość, że program au pair nie jest dla mnie. Jeżeli byś nie spróbował, mógłbyś długo zastanawiać się co by było, gdyby. Musi to być paskudne uczucie. 
   Jestem też z zadowolona, że opisałam zarys moich przeżyć tutaj. Miło jest wracać myślami do lipca 2014 roku. 

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Barcelona -> Warszawa

   Bezproblemowo dotarłam na lotnisko, czekałam chwilę na otworzenie stanowiska check-in i nasłuchiwałam języka polskiego. Powrót do kraju wydawał mi się bardzo nierealny, dlatego też kompletnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić, zamówiłam najmocniejsze piwo (0,3) w  celu ukojenia ran. Oczywiście lekarstwo nie zadziałało. Spacerowałam stanowiskami, w sumie to ja biegałam i tupałam ze złości. Moja hiszpańska przygoda kończyła się za pół godziny. Z okien samolotu obserwowałam napis Barcelona, w końcu siadłam po dobrej stronie i podziwiałam zarys Półwyspu Iberyjskiego. Dziękowałam za wszystko co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i wszystkich wspaniałych ludzi, których poznałam. Oczywiście cieszyłam się, że zobaczę tatę na lotnisku a potem mamę i dziadzia w domu, jednak radość tą powstrzymywała myśl o zbliżającym się roku szkolnym. Mój ostatni i najcięższy powrót do polskiej szkoły.
   W domu przez trzy dni rozpakowywałam się, jadłam dobre rzeczy, słuchałam hiszpańskiego radia. Tęskniłam też za moimi koleżankami, w niedzielę przed rozpoczęciem roku poszłyśmy na piwo które skończyło się kilka lokalów dalej późno w nocy. Na rozpoczęciu roku pogoda była podła a ja wyglądałam tak:


   Zależało mi na zmianie grupy  z niemieckiego na hiszpański. Szybko mnie zniechęcono po nieprzyjemnej rozmowie w pokoju dyrektorskim. Na początku słowami a po co Co to dziecko jesteś w klasie maturalnej przez musisz pisać dwa duże, tak, będą trudne testy a kiedy mój zapał nadal nie opadł zostałam podsumowana słowami wiesz co, bo po prostu za dużo z tym pracy, grupy ułożone, klasy też, weź sobie może jakiegoś studenta do domu jak Ci się język podoba. Wyszłam z gabinetu, hiszpańskiego  i tak się nauczę.

czwartek, 8 stycznia 2015

¡Hasta luego España!

   Chociaż zdaję sobie sprawę, że przeważająca większość ma te same odczucia, napisze: nie znoszę pożegnań. Nie znoszę też płakać w miejscu publicznym, z powodu bólu, smutku, czegokolwiek. Dla mnie okazywanie uczuć to sfera intymna i nie mam potrzeby dzielenia się nią z kimkolwiek niezainteresowanym. W Fontellas każdy był po części tym-zainteresowanym, bo wszystkie twarze były mi dobrze znane. Mimo to zaciskałam zęby i wyryłam sobie w głowie nie płacz, że to się kończy, ciesz się, że to się przytrafiło czy jakoś tak. Dla mnie kończyło się wiele. Wyjazd był największym i najciekawszym doświadczeniem. Oczywiście zawsze mogę wrócić do Navarry ale to nie będzie ta sama wizyta. 
   Po kolacji udaliśmy się do dziadków. Temperamentna, z wyśmienitą kuchnią Hiszpanka i zawsze uśmiechnięty Hiszpan w podeszłym wieku. Cudowna rodzina której częścią byłam. Na placu, gdzie po kolacji spotykały się wszystkie dzieci rozłożone już były płotki zabezpieczające przed bykami. W przyszłym tygodniu miały rozpocząć się fiestas de Fontellas. Niestety już beze mnie. Biegałam jak zwykle z dziećmi, tym razem z jeszcze większą energią. Rozmawiałam z matkami, śmiałam się. Na koniec zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie, dwa buziaki, do zobaczenia. Tutaj oczy miałam już zalane ale nie dałam się. Idziemy dalej, różni ludzie mi machają, coś krzyczą. Na wysokości mojej ulicy rozstaję się z chłopcem o imieniu Iker i jego matką. Jeszcze nie widziałam go tak zmieszanego i smutnego. W końcu wchodzimy do domu, biegnę na górę i wycieram oczy. Plączę się po domu a rodzice przyprowadzają dzieci przed mój pokój, by się pożegnać. Pociąg miałam rano i założyliśmy, że lepiej, by nie wstawały. Leyre, co było typowe dla niej zaczęła płakać, bo chciała spać i miała problem z powiedzeniem adios. Powiedziałam, cześć i obróciłam się na pięcie ze łzami w oczach. Po kilku minutach do pokoju wszedł Pablo i był bardzo przejęty moimi placzem. Zaczął mi tłumaczyć i pocieszać, że jest skajp, że jeszcze przyjadę. To oczywiście jeszcze bardziej mnie wzruszyło. Zawołał rodziców no i wybuchłam płaczem. Przytuliłam każdego mocno raz jeszcze i próbowałam zasnąć. 


   Rano w kuchni jedząc śniadanie Silvia, która musiała się przejąć moim zachowaniem usiadła obok i powtórzyła kilka razy, że zawsze będę mile widziana w ich domu. Wstał też Pablo, który w pięć minut ubrał się i zszedł na dół. Leyre też bez słowa założyła różową sukienkę chociaż miala zaspane oczy. Byłam w ogromnym szoku. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Na dworcu ostatnia rozmowa, pociąg podjeżdża no i wsiadam. Zajmuję miejsce i przez szybę macham do mojej rodziny. Tutaj już mogłam swobodnie ryczeć. Tak przez dwadzieścia minut podziwiałam przez okno suchy krajobraz i wschodzące, hiszpańskie słońce.