poniedziałek, 12 stycznia 2015

Barcelona -> Warszawa

   Bezproblemowo dotarłam na lotnisko, czekałam chwilę na otworzenie stanowiska check-in i nasłuchiwałam języka polskiego. Powrót do kraju wydawał mi się bardzo nierealny, dlatego też kompletnie nie wiedziałam co ze sobą zrobić, zamówiłam najmocniejsze piwo (0,3) w  celu ukojenia ran. Oczywiście lekarstwo nie zadziałało. Spacerowałam stanowiskami, w sumie to ja biegałam i tupałam ze złości. Moja hiszpańska przygoda kończyła się za pół godziny. Z okien samolotu obserwowałam napis Barcelona, w końcu siadłam po dobrej stronie i podziwiałam zarys Półwyspu Iberyjskiego. Dziękowałam za wszystko co wydarzyło się w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i wszystkich wspaniałych ludzi, których poznałam. Oczywiście cieszyłam się, że zobaczę tatę na lotnisku a potem mamę i dziadzia w domu, jednak radość tą powstrzymywała myśl o zbliżającym się roku szkolnym. Mój ostatni i najcięższy powrót do polskiej szkoły.
   W domu przez trzy dni rozpakowywałam się, jadłam dobre rzeczy, słuchałam hiszpańskiego radia. Tęskniłam też za moimi koleżankami, w niedzielę przed rozpoczęciem roku poszłyśmy na piwo które skończyło się kilka lokalów dalej późno w nocy. Na rozpoczęciu roku pogoda była podła a ja wyglądałam tak:


   Zależało mi na zmianie grupy  z niemieckiego na hiszpański. Szybko mnie zniechęcono po nieprzyjemnej rozmowie w pokoju dyrektorskim. Na początku słowami a po co Co to dziecko jesteś w klasie maturalnej przez musisz pisać dwa duże, tak, będą trudne testy a kiedy mój zapał nadal nie opadł zostałam podsumowana słowami wiesz co, bo po prostu za dużo z tym pracy, grupy ułożone, klasy też, weź sobie może jakiegoś studenta do domu jak Ci się język podoba. Wyszłam z gabinetu, hiszpańskiego  i tak się nauczę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz