czwartek, 8 stycznia 2015

¡Hasta luego España!

   Chociaż zdaję sobie sprawę, że przeważająca większość ma te same odczucia, napisze: nie znoszę pożegnań. Nie znoszę też płakać w miejscu publicznym, z powodu bólu, smutku, czegokolwiek. Dla mnie okazywanie uczuć to sfera intymna i nie mam potrzeby dzielenia się nią z kimkolwiek niezainteresowanym. W Fontellas każdy był po części tym-zainteresowanym, bo wszystkie twarze były mi dobrze znane. Mimo to zaciskałam zęby i wyryłam sobie w głowie nie płacz, że to się kończy, ciesz się, że to się przytrafiło czy jakoś tak. Dla mnie kończyło się wiele. Wyjazd był największym i najciekawszym doświadczeniem. Oczywiście zawsze mogę wrócić do Navarry ale to nie będzie ta sama wizyta. 
   Po kolacji udaliśmy się do dziadków. Temperamentna, z wyśmienitą kuchnią Hiszpanka i zawsze uśmiechnięty Hiszpan w podeszłym wieku. Cudowna rodzina której częścią byłam. Na placu, gdzie po kolacji spotykały się wszystkie dzieci rozłożone już były płotki zabezpieczające przed bykami. W przyszłym tygodniu miały rozpocząć się fiestas de Fontellas. Niestety już beze mnie. Biegałam jak zwykle z dziećmi, tym razem z jeszcze większą energią. Rozmawiałam z matkami, śmiałam się. Na koniec zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie, dwa buziaki, do zobaczenia. Tutaj oczy miałam już zalane ale nie dałam się. Idziemy dalej, różni ludzie mi machają, coś krzyczą. Na wysokości mojej ulicy rozstaję się z chłopcem o imieniu Iker i jego matką. Jeszcze nie widziałam go tak zmieszanego i smutnego. W końcu wchodzimy do domu, biegnę na górę i wycieram oczy. Plączę się po domu a rodzice przyprowadzają dzieci przed mój pokój, by się pożegnać. Pociąg miałam rano i założyliśmy, że lepiej, by nie wstawały. Leyre, co było typowe dla niej zaczęła płakać, bo chciała spać i miała problem z powiedzeniem adios. Powiedziałam, cześć i obróciłam się na pięcie ze łzami w oczach. Po kilku minutach do pokoju wszedł Pablo i był bardzo przejęty moimi placzem. Zaczął mi tłumaczyć i pocieszać, że jest skajp, że jeszcze przyjadę. To oczywiście jeszcze bardziej mnie wzruszyło. Zawołał rodziców no i wybuchłam płaczem. Przytuliłam każdego mocno raz jeszcze i próbowałam zasnąć. 


   Rano w kuchni jedząc śniadanie Silvia, która musiała się przejąć moim zachowaniem usiadła obok i powtórzyła kilka razy, że zawsze będę mile widziana w ich domu. Wstał też Pablo, który w pięć minut ubrał się i zszedł na dół. Leyre też bez słowa założyła różową sukienkę chociaż miala zaspane oczy. Byłam w ogromnym szoku. Kompletnie się tego nie spodziewałam. Na dworcu ostatnia rozmowa, pociąg podjeżdża no i wsiadam. Zajmuję miejsce i przez szybę macham do mojej rodziny. Tutaj już mogłam swobodnie ryczeć. Tak przez dwadzieścia minut podziwiałam przez okno suchy krajobraz i wschodzące, hiszpańskie słońce. 

2 komentarze:

  1. Czytając tylko miałam mokre oczy(ja wrażliwa jestem:). Cudowne wspomnienia których nikt Ci nie odbierze:)
    Jakaś inna AP Cię zastępuja u nich?

    OdpowiedzUsuń
  2. Sporo miałam podejść do napisania tego tekstu, łatwo nie było.
    Byłam au pair w wakacje, w ciągu roku nie potrzebują. Ciekawe, czy ktoś przyjedzie na moje miejsce :D.

    OdpowiedzUsuń