środa, 11 lutego 2015

Jesteśmy w Mediolanie!

Słowami wstępu:

   Do Mediolanu jak na biedaków przystało przyjechałyśmy za pięć euro autobusem z lotniska dla tanich linii w Bergamo. W Nowy Rok wróciłyśmy znowu do miasta, na ogromnym kacu. Całe szczęście nasz jednogwiazdkowy hotel mieścił się tuż przy dworcu, więc mogłysmy się do niego udać i doprowadzic się do stanu przydatności. Recepcja i pokój przywołały wspomnienia z kolonii w podstawówce. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęć :D. Znalazłam w internecie informację o dzielnicy Porta Genova, gdzie można zjeść w przystępnych cenach super jedzenie, uczęszczają tam podobno chętnie miejscowi.  Potwierdzam.

Przepiękny dworzec:




W noc sylwestrową emocję wzięły górę i ludzie namętnie wrzucali do zamarzniętej rzeki butelki i inne śmieci. Szukajcie na zdjęciu powyżej stolika.

Jedzenie na wypasie.




   W Mediolanie spotkałam mnóstwo ludzi w ubraniach z wybiegów, większość w jakiś sposób się wyróżniała. Znawca mody ze mnie żaden ale ciekawie było popatrzeć na takie stylówki. Oprócz tego w mieście nie brakuje podejrzanych typów, w okolicy dworca jest ich na prawdę dużo. Elena przestrzegała nas przed niebezpiecznym miastem ale myślałam, że bardzo przesadza. Przesadziła tylko trochę. Miałyśmy jedną mało przyjemną sytuację.Na stronach mlecznepodroze czy fly4free można znaleźć mnóstwo ofert z lotami za śmieszne pieniądze, dlatego polecam odwiedzić miasto i dalej zapuścić się kraj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz