czwartek, 26 marca 2015

WIZA: Have you been engaged in prostitution or procuring prostitutes within the past 10 years?

   Zrobiłam zdjęcie i wypełniłam wniosek o wizę. Nie było tak trudno jak się spodziewałam: w jednej karcie wskazówki od agencji, w drugiej znalezione w google ds-160 krok po kroku, pytania czy wspieram organizacje terrorystyczne-a może jestem członkiem jednej z nich. Po godzinie można drukować potwierdzenie. Umówiłam się na piątek o 8. Do Warszawy pojechałam dzień wcześniej sprawdzając dziesięć razy czy wszystko mam. Nie stresowałam się wizytą czy rozmową ale miałam schizy, że źle wpisałam jakiś numer, literkę. Trochę zaczęłam się denerwować gdy poszłam spać i nie mogłam usnąć a moja siostra wróciła po północy, wystraszyła mnie i zakrztusiłam się śliną (tylko ja tak potrafię) która przeszkadzała mi przez najbliższe dziesięć minut. Po 5 obudziły mnie dziewczyny, które wracały z imprezy. Zabawne jest, jak bardzo potrafię blokować poziom stresu i z zewnątrz kompletnie nie widać po mnie nerwów a w mojej głowie mam tak mocno zakodowane będzie dobrze że blokuje to inne myśli ale gdzieś emocje muszą się uwolnić i tak oto zjechałam windą rano na dół w samym żakiecie, dopiero kiedy pani opatulona w szal i płaszcz popatrzyła się na mnie jak na wariatkę zorientowałam się, że coś jest nie tak. Zastanawiałam się nawet czy wracać po kurtkę bo wyliczyłam czas wycieczki pod ambasadę tak, by nie stać jak pajac w kolejce po dobrobyt. Rozsądek wygrał i wróciłam na 12 piętro. Potem nie mogłam przejść przez bramkę metra, poszłam w złą stronę ulicy Mokotowskiej a na koniec zrobiłam coś, z czego zawsze się śmieje gdy robi to druga osoba: nie potrafiłam otworzyć drzwi, tych po przejściu kontroli bezpieczeństwa (szarpałam za "klamkę" a wystarczyło popchnąć) następnie tych drugich co przemiły pan skomentował "proszę ciągnąć, wystarczy przeczytać" hahaha no typowa blondynka z kawałów :P. Przepytywała mnie miła pani, która najprawdopodobniej kwalifikowała też moją siostrę trzy lata temu! Rozmowa po angielsku, pytania typowe:
-po co jadę do Stanów 
-czy mam rodzinę
-wiek dzieci
-doświadczenie
-czy przeczytałam kartki z prawami (dają w jednym okienku); jakie są moje prawa
-czy jestem objęta taką samą obroną prawną jak obywatele amerykańscy w sprawie przestrzegania prawa pracy (czy jakoś tak)

Moja rada: umówcie się na najwcześniejszą godzinę bo kolejka bardzo szybko się powiększa, mi całość, od wejścia przez strzeżone drzwi do uznania wizy zajęła 38minut, byłam na 8.

To video razem z głosem leci w kolejce przed ostatnim podejściem do okienka na zmianę z innym propagandowym filmem :D. Z jednej strony razi mnie sztuczna podniosłość i kicz z drugiej w pewnym sensie wzrusza. Jest on na pewno w bardzo amerykańskim stylu, tak to sobie wyobrażam. Come and find your land of dreams! Obietnice podobne do tych z ubiegłych stuleci dla przybywających ze starego kontynentu :D.

 

Wyszłam z ambasady i było pięknie, słońce świeciło, dostałam przepyszne jabłko z promocji jakiegoś radia. Zapomniałam kompletnie o tym, że był to pierwszy dzień astronomicznej wiosny. Fortuna tego dnia zdecydowanie mi sprzyjała. Słyszałam, że ma być zaćmienie słońca w marcu ale kompletnie o tym zapomniałam. Wyszłam w idealnym momencie ze złotych tarasów na punkt kulminacyjny, patrzę, pracownicy powychodzili z banków i korporacji. Jakaś miła pani udostępniła mi rentgen, nawet nie wiecie jaką miałam frajdę! Dwadzieścia minut później byłoby po atrakcji. Tego samego dnia słuchałam w kółko Hotel California, wróciłam do domu pociągiem z siostrą i padłam po 10 w łóżku, bo mi się mózg zmęczył i przegrzał od problematycznych drzwi w ambasadzie i zaćmionego słońca.

 Tak przywitała mnie siostra gdy weszłam do mieszkania a jej nie było.
 Plus dwunaste piętro.

czwartek, 19 marca 2015

Czy mogę zostać au pair nie znając języka? Nie mając prawa jazdy?

  TAK I TAK.

   JĘZYK


   USA:Na interview sprawdzany jest nasz poziom języka. Ma on być komunikatywny. Nie byłam w szkole treningowej ale dziewczyny powtarzają, że są osoby które nie potrafią skleić konkretnego zdania. Moim zdaniem: niech no tylko przyjmą Was do agencji! Potem jakoś poleci, na prawdę. Oczywiście im lepszy język tym wygodniej ale od czego jest translator. Nie mam problemów z angielskim ale obiektywnie oceniając każda z rodzin z którą rozmawiałam mówiła bardzo zrozumiale i na moje oko była gotowa powtórzyć każde pytanie. Moja przyszła host mama gdy mówiła i używała zaawansowanych określeń robiła przy tym słownikową notkę, na prawdę idzie się dogadać!  
  EUROPA: Wiele rodzin poszukuje dziewczyn które przez rozmowę z dziećmi nauczyłyby angielskiego. Często wymagane są podstawy języka ojczystego ale to nie jest reguła! Ja wyjechałam znając po hiszpańsku cześć i jak się nazywasz. Nie dasz sobie rady? Posprawdzałam dziesięć razy wszystko w internecie i bez problemu z lotniska dostałam się na dworzec skąd pojechałam do swojej rodziny. W domu na początku było śmiesznie ale rodzice przypomnieli present english ze szkoły a dzieci na prawdę szybko się uczą. Dasz radę! :D

   PRAWO JAZDY

   USA: Wymogiem przyjęcia do każdej z agencji jest ten dokument. KONIEC. Mój komentarz jest taki, że oczywiście zdecydowana większość rodzin wymaga odwożenia dzieci na zajęcia no i mieszkanie na przedmieściach może okazać się trudne ale ja miałam rodzinę z kilkumiesięczną dziewczynką gdzie moim obowiązkiem nie było rozwożenie jej po zajęciach dodatkowych a na koniec wylądowałam w rodzinie w centrum miasta. Niestety musimy brać pod uwagę rematch, o ile w Polsce możemy czekać za piecem na taką rodzinę to w Stanach czas by nas gonił. Zapisywać się na kurs!
   EUROPA: Lepiej mieć ale nie trzeba. Nie wiem, czy już wspominałam, ja swojej rodzinie na początku maja powiedziałam, że tak oczywiście mam prawo jazdy pięknie jeżdżę. Tymczasem nie byłam nawet zapisana na egzamin! (klamczucha) Zdawałam praktykę na dwa dni przed odlotem (!) i jak możecie sobie wyobrazić stres miałam ogromny. Szukałam w google jakie są konsekwencje jazdy bez uprawnień w Hiszpanii haha. Całe szczęście zdałam a dokument dosłała mi w trakcie mama. Nie polecam takich przekrętów. Na skajpie  i w mejlach Elena pisała, że będę prowadzić. Co się okazało na miejscu? Że jeździłam w sumie dwa razy. Samochód nie był nawet ubezpieczony na tak młode osoby. I weź się dogadaj z Hiszpanami. 

   Jutro mam spotkanie w ambasadzie :D. 

środa, 11 marca 2015

Wszyscy śmiejemy się w tym samym języku.




 Moja niechęć do nauki języków zaczęła się już w podstawówce. W mojej szkole na wsi, do której nie chodziło nawet 100 osób poziom angielskiego był żaden. W pierwszej gimnazjum miałam problemy z inwersją, nie potrafiłam skleić konkretnego zdania. Zaczęłam raz w tygodniu chodzić na godzinę lekcji do korepetytorki, której zawdzięczam ogromny postęp. Robiłyśmy materiał zgodnie z książką, więc obyłam się z czytaniem, gramatyką. W między czasie kolega pokazał mi stronę z serialami online, namiętnie oglądałam Desperate Housewives, Plotkarę. Wychodząc z gimnazjum moj angielski był okej, rozumiałam większość ale miałam problemy z wysłowieniem się. Do filmów i seriali doszedł YouTube, czytałam też wiadomości i artykuły w tym języku. W pewnym momencie przełamałam się i zaczęłam konwersacje, przestałam bac się błędów. Nie mam z angielskim problemu. Moim sposobem na naukę stało się otoczenie językiem, nigdy nie nauczyłam się przeklętej tabelki z odmianą czasowników regularnych, zawsze robiłam ściągi.
   W gimnazjum zaczęłam uczyc się niemieckiego a raczej chodzic na lekcje języka niemieckiego. Nadal nie miałam kompletnie ochoty na naukę, wmówiłam sobie, że nie mam głowy do języków a z angielskim sobie wszędzie poradzę. Co za bieda w mojej głowie. W liceum miałam kontynuację przez co zderzyłam się ze ścianą. W mojej grupie wszystkie osoby coś ogarniały. Na początku chodziłam nawet na zajęcia wyrównujące. Przez około rok mieliśmy gotowe sprawdziany przez co byłam uradowana bo traktowałam ten przedmiot jako kompletnie zbędny. Niestety potem sytuacja się zmieniła i razem z grupą osób ledwo zaliczamy semestry :P. Naszą nauczycielką jest autorka podręcznika popularnego wydawnictwa. Na lekcji robimy zgodnie z książką cwiczenia po czym przechodzimy dalej i dalej. Uwielbiam słuchac niemieckiego jednak teraz mam ogromne uprzedzenie.


  Moje podejście zmieniło się gdy pojechałam do Hiszpanii. Gdy rozkochałam się w kulturze  moim celem stało się opanowanie tego języka. W szkole nie dałam rady zmienic niemieckiego -.-, teraz kompletnie nie mam czasu na dodatkową naukę ale zaraz po maturze rozpoczynam na poważnie przygodę z hiszpańskim. W tym języku jest dla mnie pewnego rodzaju magia, po miesiącu osłuchania były momenty gdy na imprezach czułam się poliglotą i z sukcesem porozumiewałam się :D. W dodatku moja host babcia codziennie mówiła coś do mnie w tym języku, pytała się o basen i takie tam a ja tylko głupio się uśmiechałam. Było fajnie! Na koniec klasyka:





Jeżeli ktoś ma ochotę niech napisze w komentarzu swoje podejście do nauki języków, bardzo mnie to ciekawi.

czwartek, 5 marca 2015

Jak stworzyć dobrą aplikację?

   Dobrze przygotowana aplikacja to duże zainteresowanie rodzin. Gdy rok temu czytałam blogi au pair, miałam w wyobrażeniach siebie tworzącą list, filmik, stronę idealną. Cały zapał minął w momencie, gdy musiałam to po prostu zrobić. Z listem poradziłam sobie już w Hiszpanii, potem odkładany  w nieskończoność filmik. Byłam w sytuacji, gdzie nikt mnie nie poganiał a raczej powtarzał, że jeszcze dużo czasu. Musiałam zebrać się w sobie i w przeciągu dwóch dni uzupełniłam resztę. Prawdą jest że każda rodzina szuka i zwraca uwagę na coś innego, co mobilizuje do perfekcjonizmu. Finalnie jestem zadowolona z mojej aplikacji. 
   Na początek słowa skierowane do osób najmłodszych, które planują wyjazd zaraz po szkole średniej. Już na początku odpadają nam rodziny, które szukają starszych, bardziej doświadczonych au pair. Dwudziestoczteroletnia dziewczyna z licencjatem, może nawet wykształceniem pedagogicznym jest atrakcyjniejszą kandydatką niż osiemnastoletnia maturzystka, która może się pochwalić dyplomem ukończenia szkoły podstawowej z wyróżnieniem. Moim zdaniem ważne jest, by zapewnić w liście, video o dojrzałości i odpowiedzialności. 
   Jest wiele chętnych dziewczyn, aplikacji dużo i musimy dopilnować, by to nasza zapadła w pamięć. Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne, dlatego wspominane w agencji słowa o pięknym, uśmiechniętym profilowym nie są bez znaczenia. Należę do osób, które nie lubią pokazywać zębów w czasie, gdy się uśmiechają, ale zdołałam znaleźć jedno zdjęcie na którym pięknie szczerzę zęby w dodatku w naturalnej pozie, zrobione 1,5 roku temu w czasie wymiany z Francuzami :). Filmik, krótki ale treściwy, wesoły. Mój miał cztery wersje i w końcu wybrałam . Okej, mówię jakbym miała kija w dupie ale im bardziej się starałam tym gorzej mi wychodziło plus profesjonalna scenografia: drzwi z wieszakiem i pamiątka rocznicy ślubu moich rodziców. W zamian mam różnorodne, naturalne sceny z dziećmi. List. Zaznaczyłam kluczowe dla mnie kwestie. Mój sprawdzała na początku siostra, potem jeszcze jedna osoba. Oczywiście nie może być perfekcyjny, bo wygląda wtedy sztucznie, chyba, że studiujecie filologię lub macie wysoki certyfikat. Zastanawiałam się, czy odpowiednim jest zaznaczanie mojej chęci przemieszania się w Stanach. W końcu rodzina może stwierdzić, że będę kombinować, jak najlepiej wykorzystać dni wolne niekoniecznie w sposób, jaki by sobie życzyli. Ich stwierdzenie byłoby jak najbardziej trafne :). Dwie rodziny zwróciły na to uwagę, pisząc w powitalnym mejlu  love how active you are and all of your travel experience! W liście musimy być szczerzy, oczywiście można wszystko podkoloryzować ale nie wypisujmy bzdur, które okażą się kłamstwem w Stanach, w konsekwencji pociągnie za sobą lawinę rozczarowania.Po cichu liczyłam, że trafię na świetnych ludzi, którzy uwielbiają przemieszczać się, są bardzo otwarci i mają rodzinę w Australii do której polecą, razem ze mną na Święta :D. 
   Każdy z nas jest inny, ma inne zdolności i zainteresowania. Gra na instrumencie, zdolności plastyczne, ruchowe, osiągnięcia sportowe, śpiew. Niestety żadnej z tych umiejętności nie posiadam. Należy znaleźć w sobie coś, co dla kogoś może być interesujące, coś, co jest naszym dużym plusem. Podam moje mocne strony:
  • Au pair w Hiszpanii
  • mieszkanie bez rodziców od 16 roku życia
  • bardzo dobra szkoła (haha, dobrze, że nie każą wklejać świadectw :D)
  • moja siostra, która była au pair
  • prawo jazdy, które posiadam krótko, ale mój tata jest instruktorem, który powtarzał mi o bezpiecznej jeździe i dlatego jestem super kierowcą lol
   Zdaję sobie sprawę, że nie każdy był w przesłości au pair, zamieszkał wraz z rozpoczęciem szkoły średniej poza rodzinnym domem i nie każdy ma tatę instruktora. Proponuję znaleźć w sobie wspaniałe, niepowtarzalne talenty jak np. siostra była au pairka.

   Zdjęcia, piękne, uśmiechnięte:


   Ciekawostka: w CC polecili mi usunąc dwa pierwsze zdjecia, bo są na nim głupie miny. Bardzo nie spodobała mi się ta sugestia ale uległam. 
   
   Tak jak już wspomniałam, każda rodzina szuka czegoś innego. Najbardziej popularnym wymaganiem oprócz wieku (chociaż niektóre rodziny wolą młodsze, bo z założenia nie będą chodzić na imprezy) wydaje się być doświadczenie w jeździe samochodem. Ja trafiłam do rodziny gdzie nie będę prowadzić :D. No i, nie bądźmy skromni! 

niedziela, 1 marca 2015

PERFECT MATCH

  

 Dwie godziny po zwolnieniu miejsca w Cultural Care dostałam mejla o kolejnej rodzinie. San Francisco, dzieci 8, 6, 2. Host mama urodzona w Stanach Holenderka, która po studiach wyjechała do Holandii gdzie poznała męża i 13 lat temu wrócili jako małżeństwo. Był czwartek i umówiłyśmy się na piątek. Nawet się już nie stresowałam. Na początku typowe: "Why do you want to be an au pair", którym jestem już co najmniej znudzona, coś o moją osobowość bla bla. Host mama robiła notatki i nie wydawała z siebie żadnych emocji. Po około 15 minutach zaczęłyśmy rozmawiać o naszej wizji au pair i tutaj zaiskrzyło. Host mama wydawała się być bezpośrednia i szczera, Zapytała się, co w sytuacji gdy ona spóźni się 20minut. Ja odpowiedziałam, że jeśli traktujemy siebie z szacunkiem, zostanę o tym wcześniej poinformowana i nie będzie to zdarzało się co drugi dzień to jest to naturalną sprawą. Potem opowiadała mi o au pair która była w rematchu, powody, skutki i wnioski jakie wyciągnęła. Rozmawiałyśmy też o mojej siostrze i jej rodzinie. Już na pierwszej rozmowie powiedziałam, że super mi się z nią rozmawia, ona stwierdziła to samo. Spodobał jej się też mój stosunek do edukacji, nauki i wrażenie zrobiło na niej to jak szybko wyprowadziłam się od rodziców. Tego samego dnia dostałam kontakt do au pair która była w jej rodzinie 3,5 roku, została na studia a teraz bierze ślub, która zapewniła mnie o moich pozytywnych odczuciach odnośnie rodziny. Następnego dnia, w sobotę znowu rozmwiałyśmy. Miałam trochę pytań, na koniec rozmowy sugerowała że bardzo jej się podobam. Zapytałam się o zachowane dzieci i są grzeczne ale jak w każdej rodzinie zdarzają się kłótnie.  W czasie jednej rozmowy chłopiec zaczął się wygłupiać, ona poprosiła go by był cicho i się posłuchał, to chyba dobrze wróży? Na mejla wysłała mi wiadomość Hi Sylwia - it was nice to speak to you again this morning. I think you have a great personality and would be a good Au pair for my family. Here is our address in San Francisco.Let me know if you have any questions. Poczułam się już jedną nogą w perfect rodzinie. Skakałam, googlowałam, zbierałam się 1,5h żeby odpisać, że czuję podobnie. Rano przywitała mnie wiadomość Would you like to be our next au pair? I would love to! 

Nie będę miała auta do dyspozycji ale chyba nie będzie mi potrzebne :D. Rodzina zapewnia kartę transportu publicznego, zresztą wszędzie będę miała blisko:





   Lokalizacja. Wielu marzy o Kalifonii a ja na prawdę nie nastawiałam się na LA, NYC czy inne pożądane miejsca. Dla mnie Stany są przeciekawe i byłam gotowa poznawać tą różnorodność cały rok w każdym zakątku (wyłączając powiedzmy Utah i Nebraskę :D) jeżeli będzie to TA rodzina. Miałam w głowie duże miasto i rok bez zimy, chociaż spodziewałam się prędzej przedmieść i 4 pór roku. Myśli z tyłu głowy przemieniły się w rzeczywistość, bo będę mieszkać w centrum dużego miasta gdzie śniegu nie zobaczę :D w uroczym wiktoriańskim domu.

   Teraz czekam na oficjalne potwierdzenie agencji, papiery i takie tam. Humor mam mniej więcej taki:























Za równo 3 miesiące będę w samolocie do Nowego Jorku!!!