środa, 11 marca 2015

Wszyscy śmiejemy się w tym samym języku.




 Moja niechęć do nauki języków zaczęła się już w podstawówce. W mojej szkole na wsi, do której nie chodziło nawet 100 osób poziom angielskiego był żaden. W pierwszej gimnazjum miałam problemy z inwersją, nie potrafiłam skleić konkretnego zdania. Zaczęłam raz w tygodniu chodzić na godzinę lekcji do korepetytorki, której zawdzięczam ogromny postęp. Robiłyśmy materiał zgodnie z książką, więc obyłam się z czytaniem, gramatyką. W między czasie kolega pokazał mi stronę z serialami online, namiętnie oglądałam Desperate Housewives, Plotkarę. Wychodząc z gimnazjum moj angielski był okej, rozumiałam większość ale miałam problemy z wysłowieniem się. Do filmów i seriali doszedł YouTube, czytałam też wiadomości i artykuły w tym języku. W pewnym momencie przełamałam się i zaczęłam konwersacje, przestałam bac się błędów. Nie mam z angielskim problemu. Moim sposobem na naukę stało się otoczenie językiem, nigdy nie nauczyłam się przeklętej tabelki z odmianą czasowników regularnych, zawsze robiłam ściągi.
   W gimnazjum zaczęłam uczyc się niemieckiego a raczej chodzic na lekcje języka niemieckiego. Nadal nie miałam kompletnie ochoty na naukę, wmówiłam sobie, że nie mam głowy do języków a z angielskim sobie wszędzie poradzę. Co za bieda w mojej głowie. W liceum miałam kontynuację przez co zderzyłam się ze ścianą. W mojej grupie wszystkie osoby coś ogarniały. Na początku chodziłam nawet na zajęcia wyrównujące. Przez około rok mieliśmy gotowe sprawdziany przez co byłam uradowana bo traktowałam ten przedmiot jako kompletnie zbędny. Niestety potem sytuacja się zmieniła i razem z grupą osób ledwo zaliczamy semestry :P. Naszą nauczycielką jest autorka podręcznika popularnego wydawnictwa. Na lekcji robimy zgodnie z książką cwiczenia po czym przechodzimy dalej i dalej. Uwielbiam słuchac niemieckiego jednak teraz mam ogromne uprzedzenie.


  Moje podejście zmieniło się gdy pojechałam do Hiszpanii. Gdy rozkochałam się w kulturze  moim celem stało się opanowanie tego języka. W szkole nie dałam rady zmienic niemieckiego -.-, teraz kompletnie nie mam czasu na dodatkową naukę ale zaraz po maturze rozpoczynam na poważnie przygodę z hiszpańskim. W tym języku jest dla mnie pewnego rodzaju magia, po miesiącu osłuchania były momenty gdy na imprezach czułam się poliglotą i z sukcesem porozumiewałam się :D. W dodatku moja host babcia codziennie mówiła coś do mnie w tym języku, pytała się o basen i takie tam a ja tylko głupio się uśmiechałam. Było fajnie! Na koniec klasyka:





Jeżeli ktoś ma ochotę niech napisze w komentarzu swoje podejście do nauki języków, bardzo mnie to ciekawi.

9 komentarzy:

  1. Z angielskim mam dokladnei tak samo! Można powiedzieć że wszystko zawdzięczam korepetycją i dzięki nim właśnie moim ostatnim zmartiweniem przy składaniu papierów do AP był angielski :)
    Niemieckiego nie cierpię, chociaż gdy mówi przystojny niemiec, to nawet ten język nie brzmi tak tragicznie. Sama byłam kiedyś zafascyna hiszpańskim głównie przez piłkę nożną, gdy okazało się że bd mieć Hiszpański w LO byłam taka szczęśliwa, ale lekcje no cóż.. wiadomo jak nauczyciele potrafią zniszczyć całą frajdę z nauki języka..

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczyciele potrafią zniszczyć calą frajdę nauki :P. W gimnazjum uwielbiałam chemię, napisałam konkurs kuratoryjny i dobrze, że mam takie doświadczenia bo teraz jestem skutecznie zniechęcana.

      Usuń
  2. a ja wręcz odmiennie - od zawsze byłam zafascynowana językami :) mama musiała kupować mi dodatkowe gazety z ćwiczeniami i kasetami z angielskiego, uwielbiałam angielskie piosenki i telenowele, w szkole brałam udział we wszystkich możliwych konkursach, robiłam wszystkie możliwe zadania, pamiętam nawet mój plakat o Jamajce i radość nauczyciela, gdy mu go pokazałam - było to zadanie dla mojego o 3 lata starszego brata haha
    gimnazjum wybrałam ze względu na język - francuski, którym z początku byłam zachwycona, jednak "chłopacy z osiedlowego gimnazjum" + "ten wiek" sprawili, że nauczycielce się odechciało czegokolwiek i czar prysnął, a ja do dziś nie czuję się oswojona z językami romańskimi; w wymarzonym technikum ekonomicznym nie miałam żadnego wyboru i zaczęłam uczyć się niemieckiego, spodobał mi się bo miał dużo części wspólnych z angielskim, który był już na (w porównaniu do innych) wysokim poziomie, a do tego łatwo wchodził do głowy; w między czasie w mojej głowie zrodziła się miłość nie tyle do Japonii co właśnie do japońskiego, uwielbiałam go słuchać, zaczęłam się uczyć z podręcznika, a po roku dołączyłam do kursu językowego, był to świetny czas jednak finansowo nie mogłam sobie dłużej na to hobby pozwolić nad czym do dziś ubolewam... później zdecydowałam się na wyjazd do Szwajcarii i skupiłam się i skupiam do dziś na niemieckim :) i z fascynacją przysłuchuję się ich dialektom Schwiitzerdueuetsch! haha bardzo długa historia, ale nie wspomniałam jeszcze o czasie gdy trafiłam na stronę gdzie w końcu mogłam porozumiewać się z ludźmi z całego świata, zawsze pytałam im się o ich języki i w notatniku zapisywałam różne ciekawostki, mój ulubiony język i najlepsi kumple z tego czasu to indonezyjczycy i bahasa indonesia, najprostszy język na świecie :D "-apa kabar? -saya malas"
    gdy myślę o świecie pod kątem różnych kultur, języków i podróżowania, staje się on o wiele piękniejszy i chce się żyć wiecznie!
    szkoda tylko, że internacjonalizacja prowadzi do zaniku wielu języków i chcąc nie chcąc ja sama się jej poddaję, wiedziałaś, że co 2tyg. na świecie wymiera jeden język?

    notka pod notką, ale nie mogłam się opanować - świetny temat na posta :))

    pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdolne dziecko! :D Fajnie, że odnalazłaś swój drugi język i masz ochotę na więcej. Co do wymierania języka, właśnie w okolicach gimnazjum myślałam z zazdrością o osobach urodzonych w krajach anglojęzycznych, bo nie muszą się uczyć haha. Teraz uwielbiam to, że mówię po polsku, taka specjalna moc. Też uwielbiam myśleć o tej wspaniałej różnorodności a język jest ważną jej częścią.
      Mam nadzieję, że wszystko pozaliczałaś i przestałaś chorawać!

      Usuń
    2. było zdolne, a potem (od jakiegoś czasu zastanawiam się kiedy) moja wielka ciekawość świata umarła :( to chyba szkoła i nadmiar zbędnych infomacji ją zabijają
      taaaak! dzięki wielkie za pamięć :) wszystko zaliczone, jestem na 4 semestrze i ZDROWA :) Alpejskie powietrze mnie wyleczyło haha

      Usuń
  3. W podstawówce angielski był największą karą zesłaną na mnie z nieba. Dostawałam nerwicy przed każdym piątkiem, w który miała się odbyć ta znienawidzona przeze mnie lekcja, a przed nią samą nie raz prawie schodziłam na zawał z przerażenia. Byłam świetną uczennicą, i chyba stąd brały mi się te emocje - chciałam być jak najlepsza, a w tym przypadku nie wychodziło mi to tak, jak chciałam. W gimnazjum, dzięki półrocznym zajęciom dodatkowym z drugiego półrocza szóstej klasy, dostałam się do słynnej klasy z poszerzonym angielskim i tu rozkochałam się w prostocie tego języka. Do dziś niesamowite wydaje mi się to, jak w paru słowach można trafnie określić coś, co w polskim wymaga wysokiego poziomu umiejętności lingwistycznych. Miałam sześć godzin angielskiego w tygodniu i to chyba mnie uratowało, chociaż niezbyt przyjemnie wspominam dwie moje nauczycielki - ale jak widać nie były takie złe, skoro czegoś mnie nauczyły. No a teraz jestem w liceum, w grupie z "lepszym" angielskim. I chociaż nie jestem najlepsza, to nie jest ze mną źle. A najważniejsze jest to, że uwielbiam uczyć się tego języka! Co do hiszpańskiego - miałam szczęście mieć w gimnazjum przez całe trzy lata wymagającą nauczycielkę, której wiele zawdzięczam, chociaż przez całe gimnazjum razem z resztą mojej klasy wieszałyśmy na niej nieprzerwanie psy. Poznałam podstawy, i chociaż nie czuję się na siłach rozmawiać w tym języku, to dużo rozumiem. Ale musiałabym poświęcić mu trochę więcej czasu żeby się rozwinąć. A niemieckiego uczę się od liceum, czyli od ponad pół roku - jeeeeeej. Na początku było łatwo, a teraz jest trochę gorzej, ale nie tracę chęci. Trochę ciężko mi idzie z czytaniem, bo moim zdaniem trochę za mało czasu poświęcamy na wymowę na lekcji (a w domu nie mam czasu), no ale w gruncie rzeczy to wydaje mi się, że zrobiłam ogromne postępy rozpoczynając od kompletnego zera (no, może poza paroma wyjazdami do Niemiec)... Ok, wygadałam się po wsze czasy :D Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydajesz się byc bardzo ambitna, uwielbiam takich ludzi :D. Powodzenia w nauce niemieckiego i w całym liceum!

      Usuń
  4. Ah, to ja mówię od małego po angielsku (tata do mnie zwykł mówić), sama z siebie zaczełam się uczyć hiszpańskiego (ale to już na miejscu, jak się pojawiłam.. bardzo szybko łapie języki).
    A niespodzianka.. jeszcze trochę potrzymam w niepewności, możliwe, że się zauroczyłam i nie wiem jak się teraz plany potoczą ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam uczyć się języków obcych, może dlatego, że od zawsze przychodziło mi to z łatwością, a może miałam szczęście do nauczycieli? Na mojej liście od dawna jest nauka hiszpańskiego, w języku i kulturze zakochałam się podczas krótkiego pobytu w Hiszpanii :) Na studiach miałam podstawy hiszpańskiego, chyba czas ponownie się za to zabrać!

    OdpowiedzUsuń