piątek, 15 maja 2015

Co robię na 16 dni przed wylotem?

   Denerwuję się, rwę włosy z głowy, płaczę tak jak na przedstawionym filmie:


   Matury absorbowały moją uwagę na tyle, że przez ostatnie dwa tygodnie a właściwie od 1 marca gdy oficjalnie podjęłam współpracę z moją rodziną moją ekscytację wyjazdem wyceniłabym na 1 w skali 10. Czasami gdy szłam spać lub byłam pod prysznicem nawiedzały mnie myśli-ale to już? Za dwa miesiące? Trzy tygodnie? Za mną 6 egzaminów pisemnych, 1 ustny. W poniedziałek czeka mnie nowy ustny polski ale to podobno formalność szczególnie gdy wchodzi się o 14. Po dzisiejszej rozszerzonej chemii emocje zdecydowanie opadły chociaż z tyłu głowy czai się ten polski. Mogę oficjalnie zacząć euforię. Dzisiaj na wyjściu po maturze próbowałam nawet sztucznie powtarzać Kalifornia dolary San Francisco Nowy Jork dolary będzie fajnie no ale nie czuję tego! Za trzy tygodnie będę już w samolocie do San Francisco. Wszystko wydaje się być tak odległe i niewyobrażalne, że mój mózg włączył się w stan jakiejś blokady.
   Już pod koniec kwietnia dostałam bilet, lot dosyć komfortowy. Znalazłam dziewczynę z którą lecę i grupę z mojego szkolenia gdzieś na początku maja. Dziewczyny głównie z Ameryki Południowej i Niemiec czyli standard. One potrafią się cieszyć, codziennie na whatsappie wymieniają dziesiątki wiadomości o: walizce, prezentach, pożegnaniach no o wszystkim! Ja się przedstawiłam i czekam aż te emocje mi też się udzielą. Okres przed wyprawą, mniejszą czy większą jest porównywalnie wspaniały do samego wydarzenia. Rok 2014 był bardzo udany, w styczniu pierwszy lot do Portugalii,  dwa miesiące w Hiszpanii i mnóstwo emocji oraz doświadczenia, w listopadzie odwiedziny Elisski w Pradze,  Nowy Rok we Włoszech i miałam okazję po raz pierwszy gościć w Warszawie Elli. Od lutego nic poza beznadziejnym szkolnym napięciem się nie czułam. Trzeba się cieszyć bo to nie trwa długo, zostały mi dwa tygodnie na radość!
   Chociaż wszystkie znaki (moje przekonanie, mejle z byłą au pair) przekonują o tym, że moja host rodzina będzie w porządku na nic się nie nastawiam. Jeśli nie wyjdzie, trudno, mogę iść w rematch a jeśli nie będą mnie chcieli nigdzie to zawsze mogę wrócić do Hiszpanii, która ciągle mi się śni.
   Na koniec zamieszczam film, który nawet we mnie pobudza emocje:

12 komentarzy:

  1. Ja też jestem raczej spokojna, ale to pewnie przez to nasze hamowanie ekscytacji żeby się potem nie przejechać na tych wyobrażeniach. Ale może nam jeszcze to na lepsze wyjdzie. Chociaż są takie chwile że gdy przypominam sobie o wyjeździe to na mojej twarzy pojawia się wielki banan na twarzy!
    A ten filmik jest taki boski, że pewnie bd częstym gościem w SF, be prepared girl!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne że nam na lepsze wyjdzie. Dobrze jest się miło zaskoczyć :D

      Usuń
  2. Już niedługo :)) powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Już tak mało czasu Ci zostało.. :D Wszystko gotowe? Walizka, prezenty dla host rodzinki? Jak Ci zazdroszczę.. San Francisco. *.* Mam nadzieję, że niedługo też dołączę do Ciebie do Stanów. :D filmik ekstra, może kiedyś sama zrobisz podobny. :D powodzenia! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walizka stara, prezenty prawie tak. Też mam taką nadzieję, na pewno niedługo znajdziesz perfect match :D

      Usuń
    2. To super. :) a powiem Ci, że chyba wszystko jest na dobrej drodze z tym perfect match'em, zobaczymy, ale jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli to będę w okolicach Nowego Jorku, ale zawsze możemy się odwiedzić.! :D

      Usuń
  4. Sylwia to normalne. Miałaś sporo na głowie, ale jak już będziesz w samolocie... jak samolot będzie podchodził do lądowania to ogarnie Cię taka ekscytacja, że hej! Zapamiętaj to uczucie i ciesz się rokiem. Czas szybko upływa i na pewno wydarzy się tak dużo, że zabraknie Tobie wolnej chwili aby wszystko opisać na blogu :P Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego też się spodziewam! Gdy wylądowałam na lotnisku w Barcelonie rok temu też miałam podobne, pozytywne uczucia :).

      Usuń
  5. super same podróże! marzy mi się też gdzieś pojechać, bo kto by pomyślał, że wakacje będę spędzać w Polsce? :/ Zabierz mnie ze sobą! :D

    OdpowiedzUsuń
  6. San Francisco! <3 Może kiedyś wpadnę w tamte rejony :D
    Cały ta przedwyjazdowa euforia udzieli Ci się kilka dni przed, gdy tylko to będziesz już miała w głowie :P Ale ten czas leci!

    Powoodzeniaaaa Tobie :) :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej Sylwia, nadrabiałam trochę czytanie Twojego bloga i o ile się nie mylę zostało Ci już tylko kilka dni do wylotu! Powodzenia!! :)

    OdpowiedzUsuń