poniedziałek, 15 czerwca 2015

Czy mogę potwierdzić trafność mojego perfect match po tygodniu?

   Tydzień temu przyleciała do nas Sylwia! Jak pamiętacie tamten dzień? Takimi słowami rozpoczęla się kolacja w piątkowy wieczór. W takich pełych emocji chwilach zapamiętujemy detale w danej chwili, które zostają w naszej pamięci na długo. Dzieci zapamiętały kolor mojej walizki, danie na kolację i bajkę, którą oglądały. Ja zapamiętałam host matkę wyrzucającą śmieci-jedna z osób, które lepiej wyglądają w rzeczywistości niż na zdjęciach, Brazylijkę zamiatającą kuchnię i pozytywne zaskoczenie, gdy weszłam do pokoju.
   W poniedziałek minęły dwa tygodnie odkąd przyleciałam do Stanów. Pamiętam dokładnie dzień przed wylotem, ostatnie chwile na lotnisku, drogę do szkoły treningowej (podtrzymuję, że to był świetny czas) i lądowanie w San Francisco. Teraz wydaje się wszystko uspokajać, poznałam okolicę, dzieci mi ufają, z rodzicami mam dobry kontakt.
   Około tydzień przed wylotem moja host mom napisała, że spóźni się na lotnisko, bo O. ma przedstawienie, przeprasza i zachęca  mnie do odwiedzenia Starbucksa. 2 godziny. W dzień wylotu obudziłam się z wiadomością, że odbierze mnie jednak host dad z opóźnieniem 1,5 godzinnym. Miło z ich strony, pomyślałam! Na lotnisku czekały już rodziny koleżanek a ja wzięłam walizkę i poszłam do tego Starbucksa chociaż smakoszem kawy nie jestem a w Polsce byłam już kilka razy. W drodze do miasta mój host zagadywał mnie a ja tylko wykręcałam naokoło głowę. Dzieciaki rzuciły się na mnie, pokazały dom, oglądając telewizję przytulały się do mnie. Weekend spędziłam z rodziną, bo jak każda au pair chciałam złapać kontakt z członkami rodziny. Host mom w tym tygodniu pracowała w domu, czasami jeździła do downtown. Jeździliśmy autobusami, odbieraliśmy dzieci i uczyłyśmy się dziennego rozkładu. Jakie są moje odczucia?

   Pozytywne!
   Dzieci są dobrze wychowane, oczywiście kłócą się często (6-O. i 8-L. lat), szaleją przy stole, testują mnie a  dodatkowo 2 latka-A. wymaga ciągłej uwagi więc czacha paruje ale daję radę! 6 latka jest prosta w obsłudze. L. na początku tak jak siostra był mną zafascynowany, w środku tygodnia powiedział "Czy Ty zaśmiałaś się z O.? Uważaj, bo powiem rodzicom i odeślą Ciebie do domu!". Zamurowało mnie ale odpowiedziałam, że może mówić o wszystkim. Następnego dnia host mom odebrała go z campu, bo miał gorączkę, poprosił mnie o przeczytanie bajki na dobranoc i od tej pory znowu się do mnie przytulał. Dzisiaj kopał mnie, bo po umówionych 20 minutach chciałam odciągnąć go od komputera ale już dogadaliśmy wszystko, host mom była bardzo zaangażowana w sprawę, gdy wróciła do domu. Zakochałam się też w A. która ma przepiękny uśmiech i ciągle chce się bawić chociaż gdy miała świadomość, że mama jest w domu bardzo płakała.  Dobra wiadomość jest taka, że na dwa tygodnie pod koniec czerwca zostanę sama z hostem i A, co za odpoczynek :D.
W niedzielę po moim przyjeździe dostałam schedule i rodzice wytłumaczyli, że nie oczekują ode mnie wszystkiego od razu i mam im mówić o każdej niekomfortowej sytuacji. Jestem bardzo nieufna i często na wyrost szukam podstępu lub wyłapuję nieszczere intencje dlatego z dużą rezerwą podchodzę do mojej relacji z rodzicami szczególnie po tygodniu. Codziennie zapraszają mnie na domową kolację, w te dni sporo rozmawiałam z host mom nie tylko o dzieciach i mam wrażenie, że cały czas starają mi się pomóc. Są też takie chwile, że czuję się niekomfortowo, mimo wszystko uważam, że jak na amerykańskie standardy mamy dobry kontakt.
   W ciągu tygodnia zazwyczaj padałam na twarz ale zawsze starałam się pójść na spacer po mojej okolicy. W sobotę byłam w Dolores Park i innym miejscu (nie wiem jak się nazywa lol) z dwiema fajnymi dziewczynami, w niedzielę na spotkaniu z LCC (pozdrawiam Weronikę!), "zgubiłam się" w parku Presidio, pojechałam do downtown. Jest fajnie!

Dolores Park i domki dla lalek w mojej okolicy:






























Autobus, zwróć uwagę na linki przywieszone w górnej części okna, pociągając o nią prosi się o zatrzymanie autobusu hahahah:





























Presidio i jego nienaruszona przez człowieka część:





10 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki żeby było coraz bardziej pozytywnie !!

    OdpowiedzUsuń
  2. o matko, to już 2 tyg. :) brzmi bardzo normalnie, to pozytywny znak :) bądź z nami w kontakcie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie linki w autobusach są tu w Norwegii ! :) Na początku mnie to też bawiło, ale przestało kiedy kierowca nie zatrzymał się na moim przystanku, bo zapomniałam za taką pociągnąć :D Mam nadzieję, że układy z rodziną będą super ! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajnie... oby dalej było jeszcze lepiej! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Będzie jeszcze lepiej! :) Trzymam kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, wszystko wydaje się tak jak powinno być, zazdroszczę Ci, że masz już największe stresy za sobą :) Ja ląduję w San Francisco 6 sierpnia, okropnie się stresuje, lotem ( z przesiadką), językiem i jak to będzie z rodziną :) Będę bacznie śledzić Twojego bloga! Z pomocą jakiej agencji wyjechałaś?

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej. Mieszkam w San Francisco. Odezwij sie do mnie.
    http://travel2cook.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. gratuluję Ci i Cię podziwiam. sama chciałabym pojechać na au pair do Norwegii, ale obawiam się, że nie będę potrafiła złapać dobrego kontaktu z dziećmi, nie mam do nich podejścia. więc chyba nie ma co męczyć siebie i innych.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jestem jedną z dwóch fajnych dziewczyn!! Haha 😘:-*

    OdpowiedzUsuń
  10. Jestem jedną z dwóch fajnych dziewczyn!! Haha 😘:-*

    OdpowiedzUsuń