środa, 8 lipca 2015

Największe rozczarowanie Stanami - 4th of July.

   Weekend rozpoczał się już w czwartek, nie dla au pair bo w piatek musiałam pracowac ale od 9 więc postanowiłam pójść w czwartek znowu na ognisko. Trochę tych samych osób, większość nowych. Chociaż trudno mi było po 10h pracy ruszyć tyłek to cieszę się, że to zrobiłam bo poznałam super ludzi z którymi spędziłam weekend. 
                                                                                                                                                     "Myślałem, że jesteś ze Stanów dopóki nie potrafiłaś zrobić marshmallow." Już umiem. 

   Trochę się naczytałam i naogladałam więc miałam wygórowane oczekiwania co do tego święta. O ile wszystko do tej pory z kolorowych obrazków okazało się być prawda to czuję się teraz oszukana. Nie było dużo ludzi w narodowych barwach, pogoda w ciagu dni była okej a pod koniec San Francisco nie zawiodło i fajerwerki ogladałam we mgle. Nigdy nie widziałam kolorowej mgły! 
On się postarał:



   Ten tydzień był dla mnie luźny. Pracowałam oczywiście 45h ale tylko z dwulatka więc dla mnie prawie wakacje.





   Dzisiaj wróciła reszta, jutro 9 godzin z cała trójka po raz pierwszy przez cały czas.
   Będzie fajnie! (pozytywne myślenie, pozytywne myślenie, pozytywne myślenie...).

3 komentarze:

  1. Hahaha ja miałam cały dzień z całą trójką jako pierwszy dzień pracy haha! Dasz radę mała <3
    Btw wiem coś o tym z jednym dzieckiem zwłaszcza takim małym to jak wakacje!! Że też nam się ubzdurała trójka dzieci xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak moim marzeniem byla trojka dzieci...zyjaca w San Fancisco :D. Dalam rade!

      Usuń
  2. Uff, jakoś czuję się lepiej, że nie tylko ja się zawiodłam czwartym lipca :D Wszystkiego w sklepach w barwach Stanów od nasrania, a jak przychodzi do świętowania, to totalna kicha.

    OdpowiedzUsuń