czwartek, 24 września 2015

HOUSTON!

   Pierwszej nocy w aucie przeklinałam cały roadtrip gdy próbowałam zasnac upalnej nocy pośrodku niczego w ciasnym aucie z trzema osobami. Wylot z Houston miałam o 6 rano więc nawet nie pocieszyłam się ostatnia wygodna noca. Część drogi przejechał najlepszy kierowca w okolicy. Brakuje mi samochodu! :(


   Gościł nas przemiły pan, który zapewnił nam wspaniała wycieczkę! Zaczęliśmy od wjazdu na wysoki budynek w centrum. Przez ogromne upały by ułatwić pracę pracownikom korpo wybudowano sieć podziemnych tunelów między głównymi budynkami. Fajnie było się nimi przejść chociaż sa troche klaustrofobiczne. Nie byłam niestety w centrum astronomicznym, jest do czego wracać!

    Brawo dla architekta tych dróg. Pozdrowienia dla wszystkich, którzy biora złe zjazdy.


 akuku!



   Nie miałam pojęcia, że to miasto ma tyle do zaoferowania. Dwie części downtown, mnóstwo fajnych miejscówek z kawiarniami i ciekawa architektura (no nie mam zdjęć sorry), bardzo ładny kampus uniwersytecki, ogromne centrum zdrowia (najnowocześniejsze szpitale, uniwersytet). Sa też dzielnice z mrażaca krew w żyłach historia i ulice pełne pięknych domow. Przypominało mi Chicago a raczej Chicago przypominało mi Houston :D niestety wielki minus dla Houston-komunikacja publiczna właściwie nie działa. 

Próba zrobienia zdjęcia w wyskoku:





Tutaj przepiękny kampus! 
Pośrodku był bar studencki z piwem za 75 centów.


   To był wspaniały tydzien ze wspaniałymi dziewczynami na zdjęciu niżej. Super zgrałyśmy się w ogóle się nie znajac. Obcy ludzie nie sa jednak tacy źli!

środa, 16 września 2015

CHICAGO!

   Do Chicago nie wybierałabym się nawet gdyby nie moja siostra która aktualnie jest na wymianie studenckiej w tym mieście a trzy lata temu była au pair w Bostonie. To miasto kojarzyło mi się z Polonia, fasolka, przy której każdy ma zdjęcie i oszklonej podłodze na jednym z wieżowców. Kolejne miasto. Niesamowite wrażenia z Nowego Jorku potem kolejne miasta amerykańskie jak Houston i Dallas a na co dzień mieszkam w San Francisco, ile można? Przepiękna północna Kalifornia rozpieszcza krajobrazami ale nie umiem się jednoznacznie zidentyfikować jako człowiek buszu chociaż jak mówia ze wsi jesteś na wieś powrócisz hehe. Chicago zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie Byłam na polskim jedzeniu, mam zdjęcie przy fasolce tylko zamiast Willis Tower odwiedziłam inny wieżowiec a wszystko w najlepszym towarzystwie! Tak się cieszyłyśmy:

    Czterogodzinny lot miałam w piatek o północy i przez różnicę czasu wyladowałam o 6 a przed siódma ze stacji metra odebrała mnie Ola. Zrobiłyśmy pranie w publicznej pralni-takie oto nowe doświadczenie :D. Spałam może 2 godziny ale-nie spać, zwiedzać, za...


   Ruszyłyśmy do downtown-jest i fasolka!



Zjadłyśmy pizzę w stylu Chicago. Wyglada obleśnie i sycaco, czeka sie na nia 45 minut. Całkiem smaczna.


 Mama mówiła, żeby nie bawić się jedzeniem :/ 


   Tego dnia miam w planie drzemkę i ewentualna impreze wieczorem ale hasło wycieczki zaczynało się od słów nie spać więc udałyśmy się po kawie, której normalnie nie pije na polski festiwal gdzie spotkałyśmy ludzi ze szkoły Oli, którzy próbowali polskiego jedzenia. Ola pracowa tydzień wcześniej na innym, mniejszym festiwalu i mówiła, że był lepiej zorganizowany. Niestety całość mogę porównać do festynu w mojej miejscowości, w której zawsze sa stoiska z polskim piwem a takie festyny lubię najbardziej więc nie było najgorzej! Potem poszłyśmy na karaoke do innych znajomych a potem na domówkę więc w domu byłyśmy przed 5. To był długi dzień!    Pozwoliłam pospać sobie do 10 a okazało się, że była 12, bo nie zmieniłam godziny lol. Bardzo cieszyłam się na polskie jedzenie, bo oprócz gołabków z rosyjskiego sklepu nie jadłam niczego polskiego a z moja siostra w bufecie wszystko smakowało lepiej. Tak też wyleczyłam się szybko z choroby dnia poprzedniego. Następnie poszłyśmy do mniej turystycznych, hipsterskich dzielnic z fajnymi sklepikami, muralami i kawiarniami (podobnymi do tych, które widzę na ulicy dalej i wszędzie tutaj hihihi).

 W Chicago kursuja pociagi, część z nich przejeżdża po takich torach.



   Wjechałyśmy też do baru w John Hancock Tower gdzie rozprzesrzeniał się widok na rozświetlone noca miasto.

   Następny dzień miałam okazję spędzić za darmo dzień w Six Flags-park rozrywki z rollercoasterami. Podobno miałyśmy szczęście, bo na atrakcje nie czekałyśmy więcej niż 10 minut a czasami czeka się nawet godzinę na przejażdżkę. Bardziej podobała mi się wodna część parku. Ostatniego dnia pojechałam z siostra na jej tymczasowa uczelnie, udałam się jeszcze raz do downtown zobaczyć fontannę, która rozpoczyna serial "Świat według Bundych" i poczatek drogi 66.

 Fajna uczelnia!


 Stacja Paulina hiihihi.


 Cisza przed burza. 15 minut później rozpoczęła się ulewa taka, że nie było widać żadnego z wieżowców.

    Kiedy zobaczę koniec? :D

   Tego samego dnia wróciłam do San Francisco i zaczęła się moja pięciodniowa depresja. Nawet nie sadziłam, że będę znowu tęsknić za  Ola :(. Humor poprawiły zakupy biletów lotniczych, tym razem na południe w miejsce ciepłe cały rok! 

czwartek, 10 września 2015

Z San Antonio do Austin przez Hamilton Pool.

   Do San antonio ruszyłyśmy chętnie, bo poza ekscytacja nowego miejsca czekał na nas prysznic i materac! Gościł nas przemiły Jacob, który oprowadził nas po mieście i zapewnił towarzystwo wieczorem. W mieście znajduja się budynki, w których rozgrywała się bitwo o niepodległość Teksasu, który przed wstapieniem do Stanów przez 10 lat był niezależnym państwem. Wszyscy sa bardzo dumni z pięknej historii a ze mnie taki ignorant, że mam tylko jedno w dodatku towarzyskie zdjęcie.

   Miasto w zestawieniu teksańskich miast wypada najsłabiej co nie oznacza, że jest niewarte odwiedzenia bo ma oczywiście swój urok. Popularna atrakcja turystyczna jest sztucznie wybudowana rzeka ze sklepami wokół która śmierdzi i nic nie wnosi. Odwiedziliśmy też kolorowy, meksykański bazar.

 Kto to taki piękny i dumny zajmuje pierwszy plan? :D Przy wspomnianej rzece. 

  
   Następnego ranka w drodze do austin odwiedziłyśmy Hamilton Pool, w którym niestety nie mogłyśmy się zanurzyć przez zakażenie wody. Warto zahaczyć o ten naturalny basen!



    austin! Skradło moje serce najbardziej! Mnóstwo barów z muzyka na żywo, śmieszni ludzie, przepiękna architektura i ładny kapitol. 

To było przerażajace:



Esencja Teksasu :D. Zgadzam się z podpisem!






Bonus, czyli co można znaleźć w kuchni koleżanki goszczacej. Kocham couchsurfing :D.