środa, 16 września 2015

CHICAGO!

   Do Chicago nie wybierałabym się nawet gdyby nie moja siostra która aktualnie jest na wymianie studenckiej w tym mieście a trzy lata temu była au pair w Bostonie. To miasto kojarzyło mi się z Polonia, fasolka, przy której każdy ma zdjęcie i oszklonej podłodze na jednym z wieżowców. Kolejne miasto. Niesamowite wrażenia z Nowego Jorku potem kolejne miasta amerykańskie jak Houston i Dallas a na co dzień mieszkam w San Francisco, ile można? Przepiękna północna Kalifornia rozpieszcza krajobrazami ale nie umiem się jednoznacznie zidentyfikować jako człowiek buszu chociaż jak mówia ze wsi jesteś na wieś powrócisz hehe. Chicago zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie Byłam na polskim jedzeniu, mam zdjęcie przy fasolce tylko zamiast Willis Tower odwiedziłam inny wieżowiec a wszystko w najlepszym towarzystwie! Tak się cieszyłyśmy:

    Czterogodzinny lot miałam w piatek o północy i przez różnicę czasu wyladowałam o 6 a przed siódma ze stacji metra odebrała mnie Ola. Zrobiłyśmy pranie w publicznej pralni-takie oto nowe doświadczenie :D. Spałam może 2 godziny ale-nie spać, zwiedzać, za...


   Ruszyłyśmy do downtown-jest i fasolka!



Zjadłyśmy pizzę w stylu Chicago. Wyglada obleśnie i sycaco, czeka sie na nia 45 minut. Całkiem smaczna.


 Mama mówiła, żeby nie bawić się jedzeniem :/ 


   Tego dnia miam w planie drzemkę i ewentualna impreze wieczorem ale hasło wycieczki zaczynało się od słów nie spać więc udałyśmy się po kawie, której normalnie nie pije na polski festiwal gdzie spotkałyśmy ludzi ze szkoły Oli, którzy próbowali polskiego jedzenia. Ola pracowa tydzień wcześniej na innym, mniejszym festiwalu i mówiła, że był lepiej zorganizowany. Niestety całość mogę porównać do festynu w mojej miejscowości, w której zawsze sa stoiska z polskim piwem a takie festyny lubię najbardziej więc nie było najgorzej! Potem poszłyśmy na karaoke do innych znajomych a potem na domówkę więc w domu byłyśmy przed 5. To był długi dzień!    Pozwoliłam pospać sobie do 10 a okazało się, że była 12, bo nie zmieniłam godziny lol. Bardzo cieszyłam się na polskie jedzenie, bo oprócz gołabków z rosyjskiego sklepu nie jadłam niczego polskiego a z moja siostra w bufecie wszystko smakowało lepiej. Tak też wyleczyłam się szybko z choroby dnia poprzedniego. Następnie poszłyśmy do mniej turystycznych, hipsterskich dzielnic z fajnymi sklepikami, muralami i kawiarniami (podobnymi do tych, które widzę na ulicy dalej i wszędzie tutaj hihihi).

 W Chicago kursuja pociagi, część z nich przejeżdża po takich torach.



   Wjechałyśmy też do baru w John Hancock Tower gdzie rozprzesrzeniał się widok na rozświetlone noca miasto.

   Następny dzień miałam okazję spędzić za darmo dzień w Six Flags-park rozrywki z rollercoasterami. Podobno miałyśmy szczęście, bo na atrakcje nie czekałyśmy więcej niż 10 minut a czasami czeka się nawet godzinę na przejażdżkę. Bardziej podobała mi się wodna część parku. Ostatniego dnia pojechałam z siostra na jej tymczasowa uczelnie, udałam się jeszcze raz do downtown zobaczyć fontannę, która rozpoczyna serial "Świat według Bundych" i poczatek drogi 66.

 Fajna uczelnia!


 Stacja Paulina hiihihi.


 Cisza przed burza. 15 minut później rozpoczęła się ulewa taka, że nie było widać żadnego z wieżowców.

    Kiedy zobaczę koniec? :D

   Tego samego dnia wróciłam do San Francisco i zaczęła się moja pięciodniowa depresja. Nawet nie sadziłam, że będę znowu tęsknić za  Ola :(. Humor poprawiły zakupy biletów lotniczych, tym razem na południe w miejsce ciepłe cały rok! 

7 komentarzy:

  1. Jak fajnie! Aż zamarzylo mi się Chicago;) pozdrawiam gorąco :)
    www.myimmemorialdream.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak zazdroszczę Chicago! Obojętnie ile wielkich miast bym nie zobaczyła, chyba nigdy mi się nie znudzą - niby jestem ze wsi/małego miasteczka, ale zdecydowanie jestem city bitch :D
    A ta pizza wygląda strasznie i smakowicie! Tęsknię (trochę) za amerykańskim papu, ale najbardziej za porządnym meksykańskim jedzeniem!
    I, swoją drogą, te ich pralnie publiczne są fascynujące, moja h-siostra używa ich na okrągło :o

    Zdradź gdzie lecisz! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowy Meksyk! I moze Arizona ale to do dogadania.
      O tak meksykanskie jedzenie jest super!

      Usuń
  3. Mała co to za bilety nic nie mówiłaś!! Albo moja skleroza już jest w stanie zaawansowanym hahaha!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zobaczysz koniec route66 na pewno! Ale wspomnienia na propsie będziesz miała! :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Też zawsze uważałam, że ehh.. Szikago, polonia itd. ale teraz bardzo chciałabym je zobaczyć, sama nie wiem co się w moich myślach pozmieniało.
    Widzisz.. Ty byłaś na początku, ja na końcu r.66, musimy się zamienić! :D

    OdpowiedzUsuń