czwartek, 22 października 2015

Przygody z nieznajomymi, Santa Cruz i Muir Woods.

      Jestem bardzo otwarta i lubię poznawać nowych ludzi ale staram się mieć na uwadze to, że mogę trafić na wspaniałe osoby lub na totalnych świrów. Mimo to warto podjać ryzyko i dlatego chętnie korzystam ze społeczności couchsurfing. Chyba powinnam zaczać od pozytywnego doświadczenia ale pochwale się filmikiem który zmontowałam a raczej posklejałam do kupy to co od niechcenia ponagrywałam. W skrócie: zabrałam ze soba kolezankę, która za dwa tygodnie opuszczała Stany i trafiłyśmy na ludzi, którzy mieli hmmm kompletnie inne oczekiwania co do podróżowania i inne podejście do życia :D. Odwiedziłam w końcu Santa Cruz i zawiodłam się z powodu wygórowanych oczekiwań. Dla mnie to takie Władysławowo w wersji amerykańskiej.


Kalifornijska jedynka!



    Potem wpadliśmy do Capitola, miejscowości, która miała więcej uroku.




 W jeden weekend umowiłam się na bardzo udana wycieczkę do Muir Woods, takie wysoooooookie drzewa. Tutaj ekipa zgrała się i było świetnie poczuc się jak w bajce. Niestety zdjecia nie oddaja tego, jak ogromne sa te rośliny.





   Zrobiłam też fajne zdjęcie mostu. 

   Pozdrawiam :D.

środa, 14 października 2015

Life is a beach.

   W głębi serca zawsze czułam, że moje miejsce jest przy wodzie. Ocean jest niesamowity, uwielbiam gapić się i podziwiać jego głębię oraz moc a dźwięk fal uderzajacych o brzeg jest dla mnie najbardziej relaksujacy. Rok temu miałam w marzeniach obraz taki jak na zdjęciach poniżej na co dzień i teraz mam to na wyciagnięcie ręki. W mieście, mieście prawie idealnym. 

Baker Beach

Popularna na zdjęciach ze względu na świetny widok na most. Pewnej niedzieli widziałam delfiny! Do delfinarium nigdy nie pójdę, widok tych pięknych zwierzat na wolności daje piękniejsze przeżycia :).







China Beach

Chętniej wybieram tę plażę chociaż leży dalej niz Baker, sa do siebie bardzo podobne. Tutaj też widziałam delfiny <3.




Ocean Beach

Miejsce za którym ciężko nadażyć, w pochmurne dni  nie widać oceanu i zacina mżawka, zawsze jest zimniej i wietrzniej niz w pozostałej części miasta. Odbywaja się tutaj wspaniałe ogniska, ostatnio polubiłam też celebrowanie śniadań na wydmach. 











 Tutaj dodam-żeby nie było zbyt pięknie-jak juz pewnie każdy słyszał pogoda nie jest zawsze taka jak na prezentowanych zdjęciach i zawsze łacze się w bólu z osobami, które odwiedzaja miasto w takie dni, że nie widać skrawka Golden Gate. Przyjechałam w czerwcu i myślałam, że to jakiś nieśmieszny żart z tak zawsze lodowatymi porankami i wieczorami. Sierpień, wrzesień i dni teraz sa-z przerwami-przepiękne.  Taki jest ten tydzień:


środa, 7 października 2015

Praca mnie tu przyprowadza.

   Od nowego roku szkolnego co poniedziałek pakuję moja trójkę i ciagniemy razem z plecakami i torbami na Marina Green-spory teren, gdzie odbywaja się treningi piłki nożnej. Po dwóch godzinach jestem wolna i zazwyczaj po 10 godzinach pracy nie mam ochoty na nic i wracam do domu z rodzina ale zdecydowałam się teraz zmuszać i biegać terenem w stronę Golden Gate. Zachód słońca jest przepiękny, zrobiłam zdjęcia. To droga dzielnica (czy jest tutaj jakaś tania???), jest zimniej niż w reszcie miasta plus zawsze wieje dlatego macham złośliwie z moich Pacific Heights chociaż w głębi serca trochę zazdroszczę. Wystarczaja mi cotygodniowe, obowiazkowe wizyty :D.












   Marina to też miejsce, gdzie jest pełno barów i klubów. Dla mnie zbyt fancy i piatkowe wieczory wolę spędzić na luzie w innych częściach miasta ale lubię wpadać by potańczyć. Z tego co się orientuję to ulubione miejsce na poszukiwania męża lol.


czwartek, 1 października 2015

Cztery miesiace w Stanach!


   "Myślałam, że to jakiś śmieszny filmik i ta dziewczyna zaraz spadnie a to Ty na huśtawce!"

   Jedna trzecia pobytu za mna. Brzmi to jakoś poważnie a ja nie czuje mijajacego czasu. Chyba powinnam napisać jakieś podsumowanie a nie mam pojęcia jak zaczać więc potraktuje to jako aktualizacje mojego życia jako au pair. Piszę tutaj o miejscach które odwiedzam i wspaniale spędzonych chwilach poza praca i chciałabym przypomnieć, że ogarniam tutaj trójkę dzieci pięć dni w tygodniu i po 10 godzinach padam do łóżka zmuszsjsc się do jakiejś sensownej aktywności. Miałam kryzys a właściwie to dwa: pierwszy po powrocie z Teksasu. Był to okres przejściowy między wakacjami a szkoła więc nie było zajęć dla dzieci i spędziłam te dni z cała trójka, która przez tydzień była rozpieszczana przez dziadków. Twardo stałam przy moich zasadach a ośmiolatek próbował ciagle udowodnić, że nie będzie się do nich stosować. Dwie rozmowy z host mama, która popiera mnie ale nie do końca jest w stanie zrozumieć o co dokładnie chodzi. Poważnie myślałam o rematch gdy poziom szacunku chłopca do mnie był równy zeru. Potem powrót z Chicago i "różnica charakterów" z moja host mama plus watpliwość w cały program gdy moja najlepsza koleżanka tutaj miała problemy z-jak się wcześniej wydawało-perfekcyjna rodzina.
   Moja rada: gdy coś z rodzina jest nie tak, jest niekomfortowa sytuacja należy rozmawiać rozmawiać i rozmawiać, być upierdliwym i stawiać na swoim w każdej kwestii. Wiem, że nie jest to proste ale na prawdę żyje się lepiej i ćwiczy się charakter. Po jednej z trudnych rozmow moja host mama powiedziała, że jest pod wrażeniem mojej odwagi i tego, że umiem mówić o trudnych sprawach. Jeden z lepszych komplementów w ostatnim czasie :D. Teraz jest dobrze, z dziećmi mam dobry kontakt, dwulatka, chociaż ma swoje humory jest moim małym szczęściem, jest przesłodka i pogodziłam się, że taki to już charakter mojej hostki i musimy się tolerować. 



   Nie byłam oczarowana Stanami jako krajem wiecznego szczęścia i bogactwa i nadal nie jestem. Stałam się bacznym obserwatorem i uczestnikiem życia tutaj, jest ciekawie ale nie wiem, czy mogłabym tutaj żyć. Kocham San Francisco ale to nie cały kraj. Nadal pociaga mnie ta odmienność, ogromne różnice między poszczególnymi stanami i fakt, że mimo wszystko tworza razem całość. Z drugiej strony mam odruch wymiotny gdy słyszę rozmowy matek pod szkoła i nie mam na myśli tylko ich stosunku do dzieci.  Ogladałam jedna z nowych, głupich amerykańskich komedii i teraz sa dla mnie bardziej śmieszne, bo wiem, z czego się śmieję. Tutaj jest tak jak na filmach! 



   Dostałam rozpiskę dni wolnych do końca mojego roku tutaj i planowanie wyjazdów jest bardzo ekscytujace. Weekendy spędzam na odkrywaniu północnej Kalifornii i najlepszego miasta na świecie. Lokalizacja jest dla mnie ważna i uwaga, nie głoszę teorii, że tylko w tym stanie można odnaleźć szczęście xD, ja na prawdę nie miałam parcia by tutaj przyjechać! W głębi serca chciałam mieszkać przy wodzie lub/i w mieście. Każdy lubi coś innego ale mieszkałam już w przepięknej okolicy z najlepsza rodzina na świecie przez dwa miesiace w Hiszpanii na wsi i trochę mi to już przeszkadzało. Mieszkanie w dużym domu na przedmieściach z wywieszana wielka flaga też jest super ale mojej lokalizacji nie oddałabym za nic (no, może za jakiś fajny domek w Teksasie :D). Muszę zaczać oszczędzać jeszcze bardziej. Wydaje minimalne kwoty na zakupy w zamian pozbywam się kasy na kosztowne życie towarzyskie a koszt biletów lotniczych w okolicach Thanksgiving przyprawiaja o zawrót głowy.



   Podsumowujac cieszę się, że jestem teraz w tym miejscu. Dzisiaj jest 1 październik, pomyśleć, że mogłabym mieć dzisiaj pierwszy dzień na uczelni w Polsce! Tak jak na zdjęciach bujam się na huśtawce, raz do góry raz do dołu. Zdjęć nie publikowałam a sa jeszcze z lipca, byłam tam razem z Anka, która jeszcze przed wyjazdem czytała moje wynurzenia na fejsbuku i z która konsultowałam się w sprawie matury ustnej z polskiego :D a teraz dzielnie wysłuchuje moich narzekań.