czwartek, 1 października 2015

Cztery miesiace w Stanach!


   "Myślałam, że to jakiś śmieszny filmik i ta dziewczyna zaraz spadnie a to Ty na huśtawce!"

   Jedna trzecia pobytu za mna. Brzmi to jakoś poważnie a ja nie czuje mijajacego czasu. Chyba powinnam napisać jakieś podsumowanie a nie mam pojęcia jak zaczać więc potraktuje to jako aktualizacje mojego życia jako au pair. Piszę tutaj o miejscach które odwiedzam i wspaniale spędzonych chwilach poza praca i chciałabym przypomnieć, że ogarniam tutaj trójkę dzieci pięć dni w tygodniu i po 10 godzinach padam do łóżka zmuszsjsc się do jakiejś sensownej aktywności. Miałam kryzys a właściwie to dwa: pierwszy po powrocie z Teksasu. Był to okres przejściowy między wakacjami a szkoła więc nie było zajęć dla dzieci i spędziłam te dni z cała trójka, która przez tydzień była rozpieszczana przez dziadków. Twardo stałam przy moich zasadach a ośmiolatek próbował ciagle udowodnić, że nie będzie się do nich stosować. Dwie rozmowy z host mama, która popiera mnie ale nie do końca jest w stanie zrozumieć o co dokładnie chodzi. Poważnie myślałam o rematch gdy poziom szacunku chłopca do mnie był równy zeru. Potem powrót z Chicago i "różnica charakterów" z moja host mama plus watpliwość w cały program gdy moja najlepsza koleżanka tutaj miała problemy z-jak się wcześniej wydawało-perfekcyjna rodzina.
   Moja rada: gdy coś z rodzina jest nie tak, jest niekomfortowa sytuacja należy rozmawiać rozmawiać i rozmawiać, być upierdliwym i stawiać na swoim w każdej kwestii. Wiem, że nie jest to proste ale na prawdę żyje się lepiej i ćwiczy się charakter. Po jednej z trudnych rozmow moja host mama powiedziała, że jest pod wrażeniem mojej odwagi i tego, że umiem mówić o trudnych sprawach. Jeden z lepszych komplementów w ostatnim czasie :D. Teraz jest dobrze, z dziećmi mam dobry kontakt, dwulatka, chociaż ma swoje humory jest moim małym szczęściem, jest przesłodka i pogodziłam się, że taki to już charakter mojej hostki i musimy się tolerować. 



   Nie byłam oczarowana Stanami jako krajem wiecznego szczęścia i bogactwa i nadal nie jestem. Stałam się bacznym obserwatorem i uczestnikiem życia tutaj, jest ciekawie ale nie wiem, czy mogłabym tutaj żyć. Kocham San Francisco ale to nie cały kraj. Nadal pociaga mnie ta odmienność, ogromne różnice między poszczególnymi stanami i fakt, że mimo wszystko tworza razem całość. Z drugiej strony mam odruch wymiotny gdy słyszę rozmowy matek pod szkoła i nie mam na myśli tylko ich stosunku do dzieci.  Ogladałam jedna z nowych, głupich amerykańskich komedii i teraz sa dla mnie bardziej śmieszne, bo wiem, z czego się śmieję. Tutaj jest tak jak na filmach! 



   Dostałam rozpiskę dni wolnych do końca mojego roku tutaj i planowanie wyjazdów jest bardzo ekscytujace. Weekendy spędzam na odkrywaniu północnej Kalifornii i najlepszego miasta na świecie. Lokalizacja jest dla mnie ważna i uwaga, nie głoszę teorii, że tylko w tym stanie można odnaleźć szczęście xD, ja na prawdę nie miałam parcia by tutaj przyjechać! W głębi serca chciałam mieszkać przy wodzie lub/i w mieście. Każdy lubi coś innego ale mieszkałam już w przepięknej okolicy z najlepsza rodzina na świecie przez dwa miesiace w Hiszpanii na wsi i trochę mi to już przeszkadzało. Mieszkanie w dużym domu na przedmieściach z wywieszana wielka flaga też jest super ale mojej lokalizacji nie oddałabym za nic (no, może za jakiś fajny domek w Teksasie :D). Muszę zaczać oszczędzać jeszcze bardziej. Wydaje minimalne kwoty na zakupy w zamian pozbywam się kasy na kosztowne życie towarzyskie a koszt biletów lotniczych w okolicach Thanksgiving przyprawiaja o zawrót głowy.



   Podsumowujac cieszę się, że jestem teraz w tym miejscu. Dzisiaj jest 1 październik, pomyśleć, że mogłabym mieć dzisiaj pierwszy dzień na uczelni w Polsce! Tak jak na zdjęciach bujam się na huśtawce, raz do góry raz do dołu. Zdjęć nie publikowałam a sa jeszcze z lipca, byłam tam razem z Anka, która jeszcze przed wyjazdem czytała moje wynurzenia na fejsbuku i z która konsultowałam się w sprawie matury ustnej z polskiego :D a teraz dzielnie wysłuchuje moich narzekań.


17 komentarzy:

  1. Cudowne doświadczenie, fajne jest to, że nawet po powrocie będziesz wspominała to tylko z dobrych stron, no i tak jak napisałaś wyżej, ćwiczysz charakter na dobre. Mam nadzieję, że też doświadczę takich pięknych chwil :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doswiadczenie, doswiadczenie, doswiadczenie :). Na Ciebie tez przyjdzie kolej!

      Usuń
  2. Tobie 4, mi minęło 8 miechów... masakra co?! A dopiero przyleciałam!!
    Ale to jak się zmieniłam, jak mi się zmienił światopogląd, ile przeżyłam, zwiedziłam i ogólnie wszystko inne.. tego nikt mi nie zabierze i to jest najpiękniejsze!
    Powodzenia dalej! :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Pamietam jak przylecialas!:D Dla mnie program byl przyszloscia a teraz pisze takie podsumowania. Powodzenia dla Ciebietez!

      Usuń
  3. Wspomnienia zostają na zawsze i nikt Ci ich nie zabierze nigdy! :) wow jak ten czas szybko leci , może też kiedyś doświadczę takich wspomnień :) Powodzenia! :)
    www.paulaintheusa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. ale wspaniale! bardzo lubię to Twoje zdystansowane podejście do wielu kwestii, masz głowę na karku ;) mi również przebiegła przez głowę refleksja, że mogłabym jak wszyscy iść teraz na studia, może nawet poczułam ukłucie zazdrości (przez setną sekundy), ale później uświadomiłam sobie, że byłam na każdym krańcu Majorki i jakoś mi przeszło :D studętę będę za rok!
    pisz częściej i wrzucaj więcej zdjęć, ja Cię proszę! przepiękna panorama *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz znajomi mi opowiadaja i tez mi chwilami zal ale widze tez na jak roznym etapie jestesmy-niw gorszym czy lepszym, innym. Ty tez pisz czesciej!!!

      Usuń
  5. genialne masz te zdjęcia na huśtawce - zwłaszcza z tym mostem w tle!
    jeśli chodzi o tego typu wyjazdy, chyba każdy ma lepsze i gorsze momenty. ja od dwóch miesięcy jestem zachwycona życiem w Budapeszcie, ale pojawiły się już pierwsze zgrzyty, trochę z mojej winy. naprawię je, jestem dobrej myśli, dlatego się nie przejmuję. ja jednak zupełnie się tutaj odnalazłam i teraz nawet nie odważam się myśleć o powrocie do Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Klaudia Ty w ogole jestes plastyczna z tego co mi sie wydaje i umiesz sie przystosowac jak malo kto!

      Usuń
  6. Wiesz co, przez ten Twój opis i zdjęcia teraz nieźle mnie nabrało na Stany. Kurczę, zazdro! Mam nadzieję że kiedyś uda mi się odwiedzić te strony (może nawet Ciebie) :) A co do huśtawki, to zabawne bo też mam takie bajeczne wspomnienia z jednej takiej w Traverse City w Michigan... ach <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olaaaa Ty co sobie zaplanujesz to tak zrobisz a ja poki to bede to zapraszam :D

      Usuń
  7. To już cztery miesiące! Pamiętam, jak dopiero wyjeżdżałaś! Ale ten czas leci. Pomimo, że nie jesteś oczarowana, to jestem pewna, że zdobędziesz kolejną świetną życiowa lekcje i co więcej - wspaniałe wspomnienia! Korzystaj, póki możesz! Powodzenia w planowaniu ;)
    http://dreamsdontworkunlessyoudox.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo ktos ma w pamieci jak wylatywalam milo :D. Tak, tutaj jest swietna lekcja i sa niesamowite wspomnienia!

      Usuń
  8. Tobie minely 4 miesiace, a mi 3.. ;)
    Tez bym zaczynala pewnie jakies studia.. ale jestesmy w Stanach. :D
    Mam podobnie jak Ty, wszystko tu jest fajne, w jakis sposob zachwyca, ale ja tez nie jestem pewna czy chcialabym tu zamieszkac.. Wiem, ze wiele osob po prostu o tym marzy, ale ja tak na prawde nie widze niczego az tak szczegolnego zeby tu zamieszkac..
    Wedlug mnie cudownie jest to wszystko zobaczyc, ta odmiennosc, swiat, ktory znalismy wczesniej tylko z filmow, ale niekoniecznie od razu tutaj zyc. ;)
    Zycze udanych kolejnych wycieczek i pozostalych 8-9 miesiecy pelnych niezapomnianych wrazen. :D
    ps: te zdjecia na hustawce sa po prostu ekstra!! *.*

    OdpowiedzUsuń