czwartek, 5 listopada 2015

Czas upływa a ja się bawię. Halloween i typowa sobota.

   Napisałam piękny post i się skasował. Moja motywacja podupadła ale w czasie mojej ostatniej niepisanej przerwy przejrzałam wszystko od poczatku i byłam z sebie bardzo zadowolona, że udało mi się pisać regularnie. Każdy wpis przywoływał masę wspomnień i emocji. Widzę, jak dużo zmienia się w mojej głowie. Minęło mi też 5 miesięcy i choć wcześniej nie byłam w gronie osób-"jak ten czas szybko leci" to mam jedno wielkie WOW na to ile przeżyłam tutaj. Dwa lata temu czytałam blogi, fora i miałam w głowie te marzenia o byciu au pair a teraz jestem tutaj pośrodku programu i czuję się dobrze. Bywa ciężko z trójka dzieci ale byłam na to przygotowana. Poza praca czuję się swobodnie i beztrosko. Staram się korzystać z każdej chwili, bo niedługo nałożę na siebie obowiazki i znowu będzie fajnie, będzie dużo się dziać i ruszę z miejsca ale jestem pewna, że z ogromna tęksnota będę wspominać aktualne dni chociaż czasem mam ochotę rzucić wszystko i jechać na lotnisku. Z takiej codzienności to ciężki tydzień za mna, bo dzieci z jakiegoś powodu zamiast o 3 kończyły o 12:30 a jutro zaczynam dodatkowo wcześniej. Moja dwulatka trzyma mnie w pionie. Jedno ajlowju i przepadam!
   Obchodziłam pierwsze Halloween i było fajnie. Chciałam być kowbojka (ach ten Teksas...) ale okazało się to być zbyt kosztownym przedsięwzięciem dlatego wybrałam opcję za 9 dolarów (silikon-6 krew-3) i tutorial z YT (dziękuję ania <3).  Efekt był świetny, lepszy niż na zdjęciach! W nocy na ulicy czy w barze wygladałam strasznie. Wiele ludzi mi to mówiło i to się potwierdziło, że w Halloween większość osób nie jest straszna a po prostu się przebiera w stroje, dziewczyny obowiazkowo w wersji seksi a że ja nikomu nie muszę udowadniać jak piękna jestem oraz zainteresowanie moja osoba przychodzi innym naturalnie to obyło się bez seksi kowbojki :D.  Na poczatek poszłam do Castro i tu niestety się trochę zawiodłam, bo liczyłam na zamknięta ulicę tak jak było na Pride. Moje ulubione kostiumy to półka i frytki. Tak, kobieta przebrała się za półkę hahahaha, Potem poszłam do ulubionego baru, który cały rok ma mroczna atmosferę a że miałam trochę popsuty przez kogoś humor postanowiłam wrócić wcześniej do domu. Szłam na autobus i tak się spodobałam jakimś ludziom przed domem, że zaprosili mnie do środka na imprezę. Mnóstwo ludzi na ulicy tylko ja taka wspaniała. Niestety wszyscy byli zbyt pijani i zjarani więc szybko się zmyłam. 

 Co do ran do rada: jeżeli ma się czas, to polecam dawkować krew nawet 5 razy po trochu. Wchłania się stopniowo i wyglada naturalnie. Na zdjęciach po drugiej warstwie, dokładałam jeszcze trochę.


Dowód na to, że straszyłam:

   Znalazłam też zachowana historię ze snapchat z jednej soboty. Tak właśnie lubię odpoczywać. 

8 komentarzy:

  1. Hahaha nie ma sprawy straszny zombiaku! <3
    Ale hej wiem! 5 miesięcy cholibka czas szaleje.. A ja wciąż nie wierzę, że już z tymi moimi potworami tyle się męczę :D 7 left!

    OdpowiedzUsuń
  2. ps. pozazdrościłam posta i zabrałam się za pisanie mojego hahah. Prawie gotowy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to dobrze byc inspiracja dla innych hahhaha :D mija ulubiona blogerka!

      Usuń
  3. Oo ale też zajebiście wyglądałaś!! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Charakteryzacja najlepsza! masz talent :P

    OdpowiedzUsuń
  5. hej całkiem nieźle Ci to to wszystko wyszło :)
    Halloween was crazy in the city!

    OdpowiedzUsuń
  6. ooo, mi się marzyło przebranie creepy czerwonego kapturka, ale niestety kostium w party city kosztował 50$, a że w planach nie miałam żadnej konkretnej imprezy tylko paradę w mieście to postanowiłam założyć jedynie opaskę z uszami myszki miki :D

    OdpowiedzUsuń
  7. a jak ja przyjechałam tutaj to poznalam dziewczynę, która własnie pojechała auperować do san francisco na drugi rok :D

    OdpowiedzUsuń