czwartek, 21 stycznia 2016

Jeden z frustrujacych dni.

   Filmik na górze w celu wczucia się w sytuację. Bonus: można zobaczyć spodnie moich dzieci.

   Przyzwyczaiłam się już dojazdy autobusami z dziećmi. Znam dobrze trasy i system w jaki komunikacja publiczna działa. Zachowania dzieci też jestem w stanie przewidzieć i przez większość czasu zachowuja się one normalnie. Czasem jak każdemu odbija niestety palma na głowie i zachowuja się jak nadpoobudliwe mapki. Tak też było w ostatni czwartek. Niestety krótki dzień szkolny co oznaczało odebranie o12:30 zamiast o 2:45 co oznaczało też dla mnie odwołanie hiszpańskiego. Rozpadał się deszcz, była kłótnia o parasolki (mamy tylko dwie w domu?!), Nierozgarnięta hostka nie wzięła ogromnej torby na basen która w rezultacie musiałam wieść na wózku razem z prześcieradłami z przedszkola, plecakiem pełnym jedzenia, dwójka kłócacych się dzieci i dwulatka bez drzemki autobusem na jedna z najbardziej pokręconych tras.Inne au pairki moga wepchnać płaczace/pyskujace dzieci do auta i jechać, właczyć radio i jechać. Niestety ja nie mogę. 
   Z nowości to właśnie wróciłam z San Diego. Było fajnie. I pada deszcz często. To zdjęcia z przednia Wigilii, gdy moje samopoczucie i nastawienie było bardzo negatywne. Całe szczęście jest ocean.









5 komentarzy:

  1. Hej,fajnie Cie widzieć Sylwia, super zdjęcia, takie słoneczne 😎

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Ciebie chcialabym wkrotce zobaczyc tez!:D

      Usuń
  2. Współczuje, nie wyobrażam sobie jazdy autobusem z maluchami...a co dopiero regularnie, respekt! Nie ogarniam też tej pogody, niby mieszkamy w jednym stanie, u ciebie deszcz a tutaj wieczna susza...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. It never rains in Southern California!!! :D Regularnie zaczelo padac w grudniu a wczesniej tez nie bylo deszczu. Juz mogloby przestac!

      Usuń
  3. Szkoda, że nie masz możliwości jazdy z dzieciakami autem.:/
    Fajny post:)

    http://diarygirla.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń